Miasto upadłych aniołów - Cassandra Clare



Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto upadłych aniołów
Tytuł oryginału: City of Fallen Angels
Seria: Mortal Instruments #4
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 09.2013
Liczba stron: 488

Miasto upadłych aniołów to czwarta część bestsellerowego cyklu powieści o Nocnych Łowcach autorstwa Cassandry Clare. Seria, która początkowo miała być trylogią zyskała ogromną popularność i rozgłos, więc w sumie nic dziwnego, że autorka zdecydowała się na kontynuowanie przygód Jace’a i Clary w kolejnych tomach. Tylko jak takie rozciąganie opowieści przełoży się na jej jakość?

Po wydarzeniach w Idrisie i śmierci Valentine’a mogłoby się wydawać, że życie Clary, Simona, Jace’a i reszty nareszcie wróci do normy. Jednak jak cokolwiek może być tak jak dawniej, kiedy zginęło tak wiele ludzi, w tym Max, najmłodszy z Lightwoodów? Wydarzenia ostatnich miesięcy wywarły wpływ na naszych bohaterów przeważnie w negatywnym sensie, ale w każdej sytuacji są przecież jakieś pozytywy: Clary i Jace mogą być razem, choć ta miłość staje się trudna, Simon zaczął randkować z Isabel… i Maią, a Alec i Magnus wyjechali na zasłużone wakacje. Ale jak wiadomo beztroska nie może trwać wiecznie, a wszystko na powrót zaczyna się komplikować kiedy w zaułkach Nowego Jorku znajdowane są ciała Nocnych Łowców.

W Mieście szkła, które miało być zakończeniem trylogii autorka pozamykała wszystkie wątki, więc przy pisaniu kolejnej powieści z tymi samymi postaciami miała duże pole do popisu. Niestety najprawdopodobniej zabrakło samego pomysłu na konstrukcję fabuły, ponieważ w Mieście upadłych aniołów panuje jeden wielki chaos. I nie mówię tu jedynie o wydarzeniach, ale także o częstym zmienianiu bohaterów prowadzących narrację. W poprzednich tomach było to o tyle przydatne, że pozwalało na zyskanie szerszej wiedzy o wydarzeniach, w tym przypadku ten zabieg wprowadza zbędne zamieszanie i jeszcze bardziej irytuje.

Elementem tej powieści, który bardzo sobie cenię jest dobre poczucie humoru. Szczególnie Simon, który wychodzi w tej części przed szereg zgrabnie posługuje się ironią i sarkazmem, co w większości przypadków było bardzo zabawne i idealnie rozładowywało nabudowane napięcie. To właśnie postać Simona, który nagle stał się prawdziwą personą w paranormalnym świecie najbardziej zapadła mi w pamięć. To jeden z niewielu bohaterów w tej serii, do którego po prostu nie można nie czuć sympatii. Tymczasem Clary stała się bardzo nijaka. Przestała irytować, ale razem z tym przestała być w jakikolwiek sposób interesująca. Magnus to Magnus, co tu dużo mówić, świetny i olśniewający jak zwykle. Natomiast z Aleca zrobił się ogromny zazdrośnik i to właśnie on pretenduje do najbardziej irytującej postaci w tej części serii.

Moim największym problemem podczas czytania tej książki było zbytnie rozciąganie akcji w czasie. Ten sam precedens miał miejsce już w poprzednich tomach, a w tym nadal nic się nie zmieniło. Akcja całej, ponad 400 stronicowej książki rozgrywa się na przestrzeni kilku dni. Doba nagle staje się bardzo długim odcinkiem czasu, a bohaterowie w ciągu jednego dnia są w stanie zrobić mnóstwo rzeczy, które wymagają sporego zaangażowania i poświęcenia konkretnej ilości godzin. Cały ten zabieg po jakimś czasie robi się bardzo męczący i jeszcze bardziej frustruje czytelnika, ponieważ ma on wrażenie, że proporcjonalnie do wydarzeń minęło już kilka dni, a okazuje się, że to nadal ten sam dzień, z tym, że mamy już wieczór.

Kolejnym minusem jest duża schematyczność powieści w odniesieniu do poprzednich części serii. Mimo, że Valentine nie jest już głównym nemezis naszych bohaterów na jego miejsce wskakuje inna potężna persona w paranormalnym świecie. I raczej oczywistym jest fakt, że mimo wszystkich złych wydarzeń naszym bohaterom uda się przezwyciężyć wszystkie przeciwności i na końcu wszyscy będą szczęśliwi i zadowoleni.

Cała seria napisana przez Clare jest przeważnie dobrze przyjmowana przez czytelników na całym świecie – nastolatki ją uwielbiają. Bardzo mało słyszy się słów krytyki, co w sumie można uznać za niezrozumiałe, ponieważ Darów Anioła nie da się określić najlepiej napisanymi powieściami z elementami paranormalnymi. To prawda, czyta się je dość przyjemnie, nie wymagają od czytelnika dużego zaangażowania, ale poza tym nie ma się czym zachwycać. Ot, taka sobie opowiastka dla młodzieży.

Powieść Miasto upadłych aniołów to jedna z najsłabszych części tej serii. W moim przypadku każdy kolejny tom, który czytam jest jeszcze słabszy od poprzedniego, chociaż czasami aż ciężko w to uwierzyć. Clare mimo tendencji spadkowej w jakości jej powieści kurczowo trzyma się świata Nocnych Łowców, chociaż nie ma tak naprawdę nic więcej ciekawego do zaoferowania. Nadal jednak twierdzę, że młodzi pokochają tą serię – szczególnie Ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem i po książkach z elementami świata paranormalnego nie oczekują zbyt wiele. Obawiam się, że dla innych zarówno ta powieść jak i cała seria będzie jednym wielkim rozczarowaniem.

Recenzja napisana dla portalu Gildia.pl

4 komentarze:

  1. Zgadzam się w 100% - Miasto upadłych aniołów to jeden wielki chaos i chyba najgorsza książka z całej serii. Wolałabym, by autorka pozostała przy początkowym zamyśle i nie rozwijała trylogii o dodatkowe 3 tomy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że to najsłabszy tom z tej serii, jednak powiem szczerze, że gdy myślę o nim teraz, jakoś rok po przeczytaniu, to nie był aż taki zły, jak myślałam w tamtym momencie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale warto czytać dalej? Ciągle się waham ;)

      Usuń
  3. Te sześć tomów Darów Anioła (MNO czytałam jakieś dwa lata temu i nawet dużo z tego pamiętam) zlało mi się w całość i nawet nie wiem, co dokładnie działo się w tym tomie. Ogólnie uważam, że DA powinny zostać trylogią i naprawdę nie rozumiem, dlaczego Clare zdecydowała się dopisać jeszcze trzy tomy.

    Pozdrawiam,
    Papierowe strony

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).