W poszukiwaniu własnego miejsca na świecie // Dziecko Odyna - Siri Pettersen


Znalezione obrazy dla zapytania dziecko odyna
Autor: Siri Pettersen
Tytuł: Dziecko Odyna
Tytuł oryginału: Odinsbarn
Seria: Krucze Pierścienie
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 17 maja 2016
Liczba stron: 648


Dziecko Odyna to debiutancka powieść norweskiej autorki Siri Pettersen, a także pierwsza część trylogii Krucze Pierścienie. Jak do tej pory w Polsce zostały wydane jej dwa tomy, trzeci natomiast ukaże się w styczniu nakładem wydawnictwa Rebis.

Historię poznajemy z kilku narracyjnych punktów widzenia, jednak najważniejsze wśród nich są głosy Hirki i Rimego. Powieść rozpoczyna się kilka miesięcy przed Rytuałem, obrządkiem dzielącym dzieciństwo i dorosłość każdego ætlinga zamieszkującego krainę Ym. Wśród tych, którzyd do niego podejdą, znajduje się piętnastoletnia Hirka. Dziewczyna, która utraciła swój ogon jako małe dziecko, co sprawiło, że w swojej wiosce jest niemałą sensacją. Ponadto nie potrafi czerpać Evny, siły płynącej z ziemi magicznie wspomagającej każdego ogoniastego, a będzie to sprawdzane podczas Rytuału. Cel podobnego testu jest prosty – ma wyeliminować tych, którzy stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Hirka musi podjąć decyzję: uciekać czy podjąć próbę oszukania systemu?

Trzeba przyznać, że Siri Pettersen nie poszła na łatwiznę podczas pisania swojej debiutanckiej powieści. Przygotowując się do opowiedzenia historii Hirki zrobiła porządny research na temat mitologii nordyckiej, języka i kultury ludów staronordyckich. Korzystała z pomocy szeregu specjalistów w tych dziedzinach, a także geologa i trenera kruków, by jej powieść mogła być jak najbardziej zgodna z wierzeniami starożytnych zamieszkujących półwysep skandynawski.

Już od samego początku świat wykreowany przez Pettersen intryguje i kusi by poznać go. Dziecko Odyna to wręcz powiew świeżości w powieści młodzieżowej, gdzie wszystko już było. Przez pierwsze 200-300 stron tak właśnie jest. Później rozpoczyna się znana, lecz nie przez wszystkich lubiana walka jednostki z systemem, który manipuluje społeczeństwem dla własnych korzyści. Nie jest to jednak najważniejszy wątek, ważny, owszem, ale nie najważniejszy. Pettersen na pierwszym miejscu postawiła bowiem problem tożsamości i poszukiwanie miejsca na świecie przez główną bohaterkę.

Na uwagę zasługuje także wątek religijny. W uniwersum Dziecka Odyna ludy ætlingów wierzą i wysławiają Widzącego, boga, który trzy tysiące lat wcześniej zdradził swoją rasę, by uratować całkowicie obcy mu świat i jego mieszkańców. Jego obecność i ingerencja w codzienne życie nie jest przez nikogo kwestionowana, o co zresztą dba mająca ponoć bezpośredni kontakt z bóstwem Rada. Warto zaznaczyć, że Pettersen w swojej powieści adekwatnie odbija kondycję wiary we współczesnych czasach, co jest niespotykane w literaturze dla młodzieży.

Choć Dziecko Odyna jest książką dobrą, Pettersen nie uniknęła kilku niedociągnięć czy wpadek. Pierwszym z nich jest schematyczność głównej linii fabularnej. Dziewczyna, która różni się od wszystkich, nagle dowiaduje się, że jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. Nie wie, co robić, więc rozpętuje rewolucję, a gdzieś w międzyczasie zakochuje się w chłopaku. Brzmi znajomo, prawda? W kilku momentach Pettersen wrzuciła w usta Hirki słowa, które miały brzmieć ironicznie, sarkastycznie czy nawet śmiesznie, a jedynie wywołały u mnie niesmak i zażenowanie. Sporą wadą jest także niezdecydowanie głównej bohaterki i podejmowane przez nią irracjonalne decyzje.

Nie da się również zignorować pewnych luk w dynamicznych opisach wydarzeń. Momentami naprawdę ciężko jest odnaleźć się w akcji, ponieważ nie o wszystkich wydarzeniach informuje nas narracja. Tym sposobem w jednej z sytuacji Hirka nagle znika z pola widzenia czytelnika i pojawia się w zupełnie innym miejscu, co bardzo szybko wytrąca czytelnika z równowagi i skutkuje w czytaniu jednego akapitu kilka razy tylko po to, by się zorientować w tym, co się dzieje.

Dziecko Odyna to dość ciekawa pozycja dla fanów fantastyki młodzieżowej, może ona jednak nie sprostać wymaganiom osoby oczytanej w fantastyce. Jest to jednakże książka, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Na jej korzyść przemawiają inspiracje mitologią nordycką i całkiem zgrabna linia fabularna, natomiast na niekorzyść lekkie niedociągnięcia w prowadzeniu narracji i wspomniana schematyczność. Jednak mimo wszystko warto dać szansę debiutanckiej powieści Siri Pettersen, chociażby po to by samemu ocenić, jak autorka wykorzystała mitologię do stworzenia fantastycznej opowieści o poszukiwaniu samego siebie i pokonywaniu przeciwności losu.

Przeczytane w ostatnim czasie


Wracam do żywych? Może. Ostatnio nie mogę się nawet zmusić by wejść na bloggera i otworzyć okno Nowy post. Ogarnęło mnie dziwne zniechęcenie wobec pisania o książkach. Nadal chcę o nich mówić i je Wam polecać, ale ta forma mnie nudzi i męczy i nie jestem pewna co z tym zrobić. Pożyjemy, zobaczymy. Ale dość regularnie działam na Goodreads, więc zapraszam do obserwowania mnie właśnie tam: Blondynka na Goodreads.
Tymczasem zapraszam na krótkie czytelnicze podsumowanie trzech pierwszych miesięcy tego roku.

Najwięcej czytałam fantastyki! Czy kogoś to jeszcze dziwi? Nie sądzę. Nowy rok zaczęłam przy lekturze Szóstki Wron Leigh Bardugo, która bardzo mi się podobała, chociaż coś mi w niej zgrzytało. I niedługo będę czytać drugi tom serii, co będzie pewnie równie ciekawą przygodą jak lektura pierwszego. Pod koniec ferii postanowiłam zabrać się za kolejnego Sandersona i padło na Elantris, i chyba nie muszę mówić, że pokochałam tą historię. Aż szkoda, że nie ma kontynuacji! Następnie przeczytałam książkę The Call. Wezwanie w ramach współpracy w wydawnictwem Czwarta Strona. Nie jestem pewna, czy książkę tą można już dostać, ale na skrzydełku możecie, lub będziecie mogli znaleźć moją rekomendację. W lutym zaopatrzyłam się w kilka książek Gaimana, ponieważ chcę rozpocząć swoją przygodę z tym autorem. Na pierwszy ogień poszłedł Ocean na końcu drogi, który był całkiem interesujący i zdecydowanie zachęcił mnie do jak najszybszego sięgnięcia po kolejne powieści tego pana. Przedostatnią pozycją w tej kategorii jest Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida, czyli kolejny Sanderson. I po tej lekturze mogę stwierdzić, że raczej nie zostanę fanką powieści dla młodzieży spod pióra mistrza. Gdzieś w między czasie słuchałam sobie słuchowiska kolejnej części Wiedźmina, a mnianowicie Krwi Elfów w produkcji wydawnictwa Fonopolis. Nie wiem ile razy polecałam Wam, by zapoznać się, by dać szansę Wiedźminowi w takim wydaniu, ale zrobię to jeszcze raz: polecam słuchowiska od Fonopolis, nie zawiedziecie się, obiecuję.

W tym roku postanowiłam czytać więcej komiksów i powieści graficznych i w związku z tym zaprzyjaźniłam się z krakowską Arteteką. Jak do tej pory udało mi się zapoznać się z czterema tomami Chew, minimalistycznym Mooncop, oraz pierwszą częścią Mausa, Gigantyczej brody, która była złem i Persepolis. Czeka mnie jeszcze mnóstwo nadrabiania jeśli chodzi o gatunek, jakim jest komiks i już nie mogę się doczekać na kolejne wyśmienite lektury! Planuję w najbliższym czasie zrobić post o powieściach graficznych właśnie i tam będzie więcej o tym i innych, które przeczytam w najbliższej przyszłości.

Kolejna kategoria to książki, które przeczytałam na studia. I tu będą same klasyki.
The Picture of Dorian Grey Wilde'a przez bardzo długi czas był na mojej liście książek, które koniecznie chcę przeczytać i ostatecznie zmotywowało mnie do tego pojawienie się tej pozycji wśród lektur wymaganych na egzamin z literatury brytyjskiej. Natomiast książki Saturday Iana McEwana i The Collector Johna Flawesa przeczytałam na zajęcia o nazwie Altered States, na które bardzo chętnie zapisałabym się ponownie. No i nie mogę nie wspomnieć o przeczytanej niedawno Do latarni morskiej Virginii Woolf i tej z końca marca - The Birthday Party Pintera, czyli moim spektakularnym powrocie do czytania dramatów.

I na koniec książki, których nie mogłam przyporządkować do żadnej z powyższych kategorii, a wśród nich: uroczy Pax, Milczenie Shusaku Endo przeczytane specjalnie by potem obejrzeć film, Broadchurch Erin Kelly, ponieważ serial jest genialny, to czemu by nie spróbować z powieścią? I na koniec Sinners in the Hands of An Angry God Jonathana Edwardsa, które teoretycznie mogłabym podpiąć pod klasyki, ale niech już zostanie tutaj.

Tak zaczęłam rok 2017. I niech ten post będzie nowym początkiem, może wreszcie zmobilizuję się do regularnego pisania. Trzymajcie kciuki i do następnego!

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).