Recenzja / Fałszywy Pocałunek - Mary E. Pearson

ang. The Kiss of Deception / wyd. Initium 2017 / 544 str.

W literaturze fantastycznej dla młodzieży coraz częściej sięga się do średniowiecza, a właściwie jego alternatywnej wersji by ulokować tam akcję powieści. Przez chwilę mieliśmy modę na masowe spoglądanie w przeszłość i przewidywanie co może nas czekać. Teraz, kiedy cały ten szał odrobinę ucichł wracają stare schematy i autorzy patrzą i czerpią raczej z przeszłości i to dalekiej. Tak jest także w przypadku Mary E. Pearson i jej Kronik Ocalałych, gdzie być może same zamki i życie dworskie nie jest widoczne, jednak bez problemu można znaleźć wiele aspektów codzienności wieków średnich.

W pierwszej części cyklu śledzimy losy Lii, siedemnastoletniej księżniczki królestwa Morrighan. Poznajemy ją w dzień jej zamążpójścia - dziewczyna ma poślubić księcia z sąsiadującej krainy w celu utrzymania niepewnego sojuszu. Problem w tym, że nigdy nie widziała chłopaka na oczy i nie wie jakim jest człowiekiem, a ona nie ma zamiaru wiązać się z kimś, kogo nie kocha. Porywa się więc na jedyny czyn, jaki w tym momencie może uchronić ją przed tą beznadziejną sytuacją - ucieka. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jej tropem rusza zarówno zabójca jak i sam książę.

O Fałszywym Pocałunku było dość głośno za granicą kilka lat temu, jednak na polski rynek wszedł on raczej po cichu. Przyznam szczerze, że zmiana oryginalnej okładki i uproszczony (choć jak najbardziej trafiony) tytuł zdołały mnie zmylić i w pierwszym momencie nie wiedziałam, że dostaję do recenzji właśnie tę książkę. Potem dodałam dwa do dwóch i moje oczekiwania momentalnie skoczyły do góry. W polskim wydaniu powieść ma ponad pięćset stron, co przez dłuższy czas trochę mnie przerażało (ze względu na studia nie mogę wiązać się z długimi książkami, to zbyt niebezpieczne), ale ostatnio znalazłam wreszcie czas żeby się z nią zapoznać.



Przez około trzysta stron nie byłam zbytnio przekonana do książki. Lia miała muchy w nosie i nie mogła wykonać swojego obowiązku, więc uciekła sprowadzając na wszystkich w swoim królestwie niebezpieczeństwo, a jednocześnie cały czas próbowała udowodnić, że normalne życie na wsi jest dla niej. Często udało się jej mnie porządnie zirytować swoim zachowaniem i po prostu sposobem bycia, jeszcze gorsza zrobiła się kiedy uruchomił się jej syndrom bohatera, chociaż przynajmniej zaczęła brać odpowiedzialność za swoje czyny. Drugim bohaterem, który działał mi na nerwy był Zabójca, który spotyka Lię i zamiast wykonać zlecone mu zadanie zwleka z tym i w końcu zaczyna coś do niej czuć. Czy nie czyni to z niego bardzo kiepskiego mordercy, skoro nie potrafi oddzielić swojego życia prywatnego od zawodowego, że tak się wyrażę? Natomiast Książę wydał mi się mdły i po prostu nudny, zawsze omijała go najlepsza zabawa.

Jednak na kolejnych stronach jeden potężny zwrot akcji dosłownie zwalił mnie z nóg. Siedziałam w osłupieniu dobre pięć minut i w tamtym momencie wiedziałam, że pokocham tą historię. Wszystko nabrało nagle większego sensu! Zmusiło mnie to do przemyślenia wszystkiego, czego do tej pory się dowiedziałam i ostatnie dwieście stron przefrunęło mi między palcami w zawrotnym tempie.

Fałszywy Pocałunek nie był idealny, ale jest dobrym startem dla kolejnych tomów. Stylowo autorka nie zachwyca, niektóre dialogi były sztuczne, brakowało mi również nieco bardziej szczegółowych i plastycznych opisów miejsc i przestrzeni. Bohaterowie zostali napisani całkiem nieźle, liczę, że ich rozwój zostanie jeszcze lepiej zakrojony w kontynuacji. Fabuła za to obfitowała w zbędne,moim zdaniem, wątki poboczne, bez nich książka mogłaby być nie tylko krótsza, ale i bardziej skondensowana, a akcja nie zwalniałaby tak drastycznie w wielu momentach. Jednak autorce udało się wodzić mnie za nos i bawić się moim kosztem przez większą jej część, co bardzo sobie w książkach cenię, i co zbalansowało niejako wszystkie wymienione wyżej niedociągnięcia.



Mimo tego, że powieść Pearson specjalnie mnie nie zachwyciła i nie porwała, to nadal udało się jej skutecznie przyciągnąć i utrzymać moją uwagę. Kibicowałam bohaterom, przeżywałam razem z nimi smutki i radości i po prostu dobrze się bawiłam. Na waszym miejscu nie szukałabym w Fałszywym Pocałunku wielkiej fantastycznej przygody, w końcu to tylko kolejna młodzieżówka, ale jeśli rozglądacie się za w miarę lekką i niesamowicie przyjemną książką, to zdecydowanie polecam sięgnąć właśnie po tę!

Recenzja / Pasażerka - Alexandra Bracken

org. Passenger Alexandra Bracken / 2015 / SQN / 430 stron
Pasażerka to nowa powieść Alexandry Bracken, którą polski czytelnik może kojarzyć z trylogii Mroczne Umysły, która ukazała się kilka lat temu nakładem wydawnictwa Moondrive. W tej książce autorka zabiera nas w podróż poprzez czas i przestrzeń, niczym sam Doktor, jednak zamiast w Tardis przemieszczać się będziemy przez magiczne tunele by razem z bohaterami odnaleźć antyczny artefakt.

W powieści śledzimy losy prawie osiemnastoletniej Etty, utalentowanej skrzypaczki u progu wielkiej kariery, której życie przewróciło się do góry nogami w ciągu nocy. W jednej chwili znajdowała się we współczesnym jej Nowym Jorku, a w następnej była już na statku, gdzieś na otwartym morzu u schyłku XVIII wieku, otoczona przez zgraję korsarzy. Ich zadaniem jest dowieźć ją na spotkanie z Ironwoodem, demonicznym podróżnikiem w czasie nie mającym skrupułów w dążeniu do wypełnienia swoich  planów. Dziewczyna zostaje wciągnięta w niebezpieczne poszukiwania rodzinnej pamiątki, jej przeciwnikiem jest czas, a stawką życie bliskiej jej osoby,

Podróże w czasie to temat, który ugryziony we właściwy sposób i przez odpowiednią osobę może zamienić każde dzieło kultury w fascynującą przygodę, a przynajmniej dla mnie zawsze tak było, właśnie dlatego tak uwielbiam serial Doctor Who. Niestety jeśli chodzi o książki nie miałam szczęścia ze znalezieniem jakiejś traktującej bezpośrednio o przenoszeniu się w przeszłość czy w przyszłość, która jednocześnie byłaby napisana dobrze i ciekawie. Nie wiem, może szukałam w złych miejscach. W każdym razie nowa powieść Alexandry Bracken zalicza się akurat do tych, które mają coś do zaoferowania nawet tak wymagającemu czytelnikowi jak ja.

Konstrukcja fabuły jest całkiem zgrabna. Autorka wymyśliła mający sens system poruszania się między różnymi epokami, który naprawdę fascynuje i wpisuje się idealnie w opowiadaną przen nią historię. Wszystko jest logicznie wytłumaczone i spójne.

Tak jak w Mrocznych Umysłach kreacja bohaterów jest prawie bez zarzutu. Z tymi dobrymi można sympatyzować i im kibicować, a ci źli wywołują negatywne emocje, ale dlatego, że ich pobudki i motywacje są niewłaściwe, nie dlatego, że mają być niegodziwi, by zrównoważyć Ettę, Nicholasa i resztę. Jednak niektóre postaci posiadają jedną lub dwie cechy, które zostały przerysowane i ujawniając się w różnych sytuacjach są naprawdę irytujące (jak na przykład skłonność Nicholasa do dramatyzowania). Mam nadzieję, że w kolejnych tomach serii autorka nieco wygładzi owe przypadłości, bo odbierają one bohaterom wiarygodność.

Bardzo miłym zaskoczeniem były dla mnie przewijające się akcenty społeczno-polityczne odpowiednie dla okresu historycznego, w którym znajdowali się bohaterowie i wzbogacanie ich komentarzem. Pojawianie się tematów niewolnictwa czy statusu kobiet w XVIII wieku i wstecz to bardzo ciekawe i przemyślane urozmaicenie, dodające postaciom głębi i charakteru. Jest to także dobry sposób na sprowokowanie dyskusji o zmianach, jakie zaszły w normach społecznych na przestrzeni wieków. Kolejną ogromną zaletą książki są szybkie i absolutnie niespodziewane zwroty akcji. Bracken dosłownie nie cofa się przed niczym i nie idzie najprostszą ścieżką fabularną, dzięki czemu Pasażerki nie można nazwać schematyczną i banalną.

Pasażerka to dowód na to, że można napisać ciekawą powieść o podróżach w czasie dla młodzieży, bez popadania w przesadę i kicz, jak to było w przypadku Trylogii Czasu Kirsten Gier. Nowa książka Bracken może nie jest idealna, ale zapewnia czytelnikowi świetną zabawę i po prostu wciąga, z każdą przewracaną stroną rośnie apetyt na więcej przygód Etty. Bardzo fajnym aspektem książki jest też uwzględnienie tła społecznego do przedstawianych wydarzeń w przeszłości. No i ten fragment, gdzie jeden z bohaterów recytuje wiersz Johna Donne'a, żaden student filologii angielskiej nie przejdzie koło niego obojętnie! Także Alexandra Bracken mnie nie zawiodła i z niecierpliwością czekam na kontynuację serii.

Powrót do świata Allomantów // Stop prawa - Brandon Sanderson

org. The Alloy of Law / MAG 2016 / 304 strony

Stop praw Brandona Sandersona to powieść rozpoczynająca trylogię o przygodach Waxa i Wayne’a, już drugą serię rozgrywającą się w uniwersum Allomantów. Planeta Scadrial unowocześnia się, powstają koleje, do domów arystokracji wkroczyła elektryczność, a w stolicy nowego imperium zaczyna się rywalizacja architektów i konstruktorów o to, kto jest w stanie zaprojektować i zbudować najwyższy wieżowiec.

Jednak Waxilliuma Ladriana poznajemy nie w jego rozświetlonej rezydencji czy na jednym z wydarzeń towarzyskich, a podczas wykonywania misji na opuszczonych i niebezpiecznych terenach zwanych Dziczą. Mężczyzna w sile wieku, arystokrata, dziedzic rodzinnej fortuny, a także znakomity Stróż Prawa ostatnie dwadzieścia lat spędził właśnie tam,na obrzeżach Elendel, zaprowadzając porządek w miejscu,w którym panowało bezprawie i chaos. Jednak osobista i rodzinna tragedia zmusza go do powrotu do stolicy i przejęcia władzy nad pozostawionym mu przez wuja majątkiem. Wax jest zmuszony do porzucenia swojego wcześniejszego życia i powrotu do bycia arystokratą, co w żaden sposób nie pozwala mu realizować ambicji i celów. Jak się jednak okazuje, także w stolicy czyha mnóstwo intryg i zagadek, a mroczna przeszłość dopada Waxa zdecydowanie wcześniej, niż by sobie tego życzył.

Do kompletu dostajemy Wayne’a, czyli jego najlepszego przyjaciela, a jednocześnie towarzysza przygód. To bardzo istotny bohater, wprowadzający potrzebny element komiczny. Dzięki swoim zdolnościom związanym ze spalaniem bizmutu nie raz pomógł Waxowi wyjść z nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Wax i Wayne tworzą zgrany duet i nie straszne jest im żadne wyzwanie. Oprócz nich w powieści znaczącą rolę odgrywa niepozorna Marasi, młoda, inteligentna i sprytna studentka prawa zafascynowana oboma Stróżami Prawa, która może nie jest najbardziej wyrazistą postacią kobiecą w tej książce, jednak udaje jej się krok po kroku przekonać do siebie zarówno pozostałych bohaterów, jak i czytelników.

Świat, w którym rozgrywa się akcja, jest znajomy, jednak nie identyczny z tym znanym z oryginalnej trylogii Ostatnie Imperium. Dużo się zmieniło, zaczynając od podziału terytorialnego, a kończąc na allomantycznych i feruchemicznych zdolnościach u ludzi. Po wydarzeniach z Bohatera Wieków osoby, które przetrwały, musiały zaplanować na nowo swój świat. Powstały zatem nowe miasta, ustanowiono od początku system klasowy i prawa, które miały obowiązywać mieszkańców. A zrobiono to w ten sposób, by Allomancja nadal była dziedziczona jedynie przez arystokrację. Dodatkowo do rozwoju społeczeństwa po Ostatnim wstąpieniu w dużym stopniu przyczynili się Terrisanie, których zdolności feruchemiczne szybko się rozprzestrzeniły. W nowym świecie całkiem normalne jest by Allomanta był także Feruchemikiem. Nazywa się go wtedy Podwójnym, a kombinacje tych dwóch zdolności mogą być różne. Z kolei zarówno Zrodzeni z mgły jak i cenne atium stali się jedynie elementami legend, czymś, co już na zawsze zostało utracone.


Mimo, że jest to oddzielna seria i z trylogią rozpoczętą Z mgły zrodzonym dzieli tylko uniwersum, to nadal uważam, że warto przeczytać oryginalną trylogię, zanim sięgniecie po tę książkę. Wydarzenia nie mają nic wspólnego z Vin, Elendem czy innymi bohaterami tamtej trylogii, jednak pojawia się do nich wiele odniesień, zarówno bezpośrednich, jak i pośrednich. No i warto poznać wcześniej zasady panujące w świecie przedstawionym, ponieważ w Stopie prawa Sanderson nie poświęca im zbyt wiele uwagi. Samo poznanie tej historii od początku może potem wpłynąć na opinię jaką wyrobimy sobie o tej powieści.

Zagłębiając się w lekturę Stopu prawa, nie wiedziałam tak naprawdę, czego się spodziewać. Historia Vin i Elenda dobiegła końca wraz z Bohaterem wieków, więc oczywistym wydało mi się, że będę miała do czynienia z inną grupą bohaterów w odnowionym świcie, gdzie nie wszystko musi być takie samo. To dobrze, bo Sanderson wyczerpująco przedstawił losy bohaterów Z mgły zrodzonego i dalsze ich ciągnięcie mogłoby być niewarte uwagi i po prostu nudne. Dlatego przeskoczenie trzystu lat wprzód wydaje się bardzo trafnym rozwiązaniem, ponieważ dzięki temu możemyzaobserwować jak rozwój technologiczny wpłynął na światprzedstawiony, a także jak Allomancja i Feruchemia mają się do wynalezienia innych rodzajów broni zdalnej. Ciekawe okazało się także wprowadzenie zmian do systemu magicznego, co sprawiło, że nawet obeznany z nim czytelnik może mieć wątpliwości czy wcześniej obowiązujące zasady nadal są w użyciu. Kolejną zaletą jest także objętość książki, która w porównaniu do wcześniejszych powieści z tej serii jest o połowę mniejsza, co nie znaczy jednak, że Stop prawa nie jest pełen wartkiej akcji, którą dodatkowo podsyca interesująco skonstruowana zagadka kryminalna.

Brandon Sanderson nie wychodzi z formy i serwuje czytelnikom kolejną dawkę epickich przygód Allomantów i Feruchemików, tym razem w zmienionym, unowocześnionym świecie. Stop prawa to pierwszy tom nowej serii, co oznacza nowych bohaterów i nowe przygody, które są równie ekscytujące i zajmujące, co te opisane na kartach oryginalnej trylogii. Zdecydowanie warto ją poznać i razem z Waxem i Waynem przemierzać tereny Elendel w poszukiwaniu przygód. Dla fanów tego autora oraz trylogii Ostatnie Imperium jest to pozycja obowiązkowa.

Przeczytane w lipcu

Jak do tej pory, rok 2017 nie był dla mnie dobrym rokiem jeśli chodzi o czytelnictwo. Ale hej! W końcu nadszedł lipiec, a z lipcem wakacje! Jest tak gorąco, że nie da się normalnie funkcjonować, ale za to można czytać ile się da. W minionym miesiącu chciałam przeczytać trochę więcej i raczej mi się to udało, w każdym razie nie będę narzekać. Także zapraszam na krótkie czytelnicze podsumowanie lipca!

***

W lipcu udało mi się dokończyć trzy książki, które zaczęłam czytać w czerwcu, albo jeszcze wcześniej, oraz przeczytać w całości osiem, z czego jedna, to zbiór dwóch krótkich opowiadań.


  1. Opowieść podręcznej Margaret Atwood ★★★★★★★★☆☆
    To było moje piersze spotkanie z tą autorką i zdecydowanie nie ostatnie. Styl Atwood, oraz tematy poruszone w tej powieści to jej dwa największe atuty. Powieść jest mocna i daje do myślenia. To jedna z tych książek, które powinien znać każdy.
  2. Zaginięcie Remigiusz Mróz ★★★★★★★☆☆☆
    Kiedy sięgałam po tę książkę byłam w trakcie maratonowania sobie serialu The Good Wife, który jest ściśle związany ze światem prawników, batali sądowych, prowadzeniem dochodzeń itp. Jednak tym razem Mróz nie zachwycił mnie tak bardzo, jak przy okazji Kasacji. Druga powieść w cyklu o Zordonie i Chyłce była naprawdę w porządku, chociaż wydałą mi się ciut zbyt rozciągnięta. Niemniej jednak zamierzam kontynuować poznawanie tej serii.
  3. Starcie królów George R.R. Martin ★★★★★★★★★☆
    Kolejna część Pieśni Lodu i Ognia za mną! Jeej! Dalej trwam w moim postanowieniu, że przeczytam książkę zanim obejrzę jeden sezon serialu, więc obecnie jestem po dwóch sezonach Gry o Tron i staram się uniknąć spoilerów dotyczących nowych odcinków (co nie jest łatwe, kiedy ma się w domu fanatyka tego serialu). Starcie królów trzyma poziom Gry o Tron i jest zdecydowanie lepszym wyjściem od serialu, gdzie notorycznie pomijane i zmieniane są istotne wątki. Nawałnico mieczy, nadchodzę!
  4. Królowa Tearlingu Erika Johansen ★★★★☆☆☆☆☆☆ // recenzja
  5. Mitologia Nordycka Neil Gaiman ★★★★★★★★★☆
    Zaczynałam czytać tę książkę miesiące temu, coś nie zaskoczyło i ją odłożyłam. I nie mogłam się zmusić żeby po nią sięgnąć, aż do ubiegłego miesiąca, a kiedy już siadłam i zaczęłam czytać dalej, to jakbym czytała inną książkę. Dosłownie nie mogłam się od niej oderwać i skończyłam ją w dwa dni. Gaiman po raz kolejny mnie nie zawiódł, w sierpniu z pewnością sięgnę po kolejną książkę tego autora.
  6. Rój Laline Paull ★★★★★★★★☆☆
    Tę książkę kupiłam między innymi ze względu na przepiękną okładę, wydaje mi się też, że słyszałam o niej gdzieś w zagranicznych mediach i w końcu zdobyłam ją na Targach Książki w Krakowie w zeszłym roku. Nigdy nawet bym nie pomyślała, że ta opowieść aż tak mnie zafascynuje. Życie pszczoły, choć krótkie, jest naprawdę fascynujące, a styl pisania autorki czaruje i nie pozwala czytelnikowi oderwać się od jej prozy ani na chwilę. Jeżeli jeszcze nie znacie, to zdecydowanie polecam!
  7. Baśniobór Brandon Mull ★★★★★★★☆☆☆
    Tak jak w przypadku poprzedniej pozycji, także i tę książkę kupiłam na targach książki (nie jestem pewna których) z podobnego powodu: dużo o niej słyszałam. No i jest to powieść kierowana do dzieci/młodzieży, a ja takowe uwielbiam, więc nie mogłam się powstrzymać. Jeśli chodzi o samą treść, to podobała mi się, chociaż chyba spodziewałam się po niej czegoś więcej, gdyż nie porwała mnie aż tak bardzo jakbym chciała. Było okej, ale czegoś zabrakło - będę tego 'czegoś' szukać w kolejnym tomie serii.
  8. Hotel Finna James Joyce ★★★★★★★☆☆☆
  9. Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości skryby Brandon Sanderson ★★★★★★★★☆☆
    Pierwszy tom niespecjalnie mnie przekonał, ale ta kontynuacja to strzał w dziesiątkę! Może to dlatego, że jestem już w jakiś sposób zaznajomiona ze światem okulatorów i mrocznych bibliotekarskich sekt działających w Ciszlandach, a może po prostu ta część serii była lepsza. Nie wiem, w każdym razie świetnie się ją czyta, głównie ze względu na bardzo nietypowego narratora.
  10. Marsjanin Andy Weir ★★★★★★★★★☆
    Największe zaskoczenie miesiąca! Co prawda słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii o tej książce, jednak nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań. I, tak, tłumaczenie jest do bani, ale nawet to nie zdołało mnie zniechęcić do tej historii. Strony przewracały się same!
  11. The Old Nurse's Story Elizabeth Gaskell ★★★★★★★☆☆☆
    Przez ostatni rok zebrałam kilka książeczek (nie wiem jak inaczej je określić) z serii Penguin Little Black Classics, więc pomyślałam, że czas najwyższy by wreszcie zacząć je czytać. Sięgnęłam więc po dwa opowiadania Gaskell, ponieważ nie czytałam jeszcze żadnej jej książki. 



BooktubeAThon: Podsumowanie

Uwaga! W tym poście uprawiany zostaje recykling zdjęciowy, więc proszę o przygotowanie się na oglądanie zdjęć z poprzedniego posta, ponieważ autorka jest zbyt leniwa, by zrobić nowe.

BookTubeAThon minął, najbardziej zaczytany tydzień w całym roku już za mną! I cieszę się z dwóch powodów 1) przeczytałam naprawdę dużo, i 2) nareszcie mogę wyluzować. Z przykrością zawiadamiam, że nie udało mi się ukończyć wszystkich wyzwań i przeczytać wszystkich zaplanowanych książek, ale jestem z siebie całkiem dumna, bo przeczytałam ich znacznie więcej niż pierwotnie zakładałam. Także proszę o brawa dla mnie, jestem mistrzem! Co zadziwiające, mimo tego, że starałam się poświęcać maksimum mojego czasu na czytanie, to i tak robiłam całą masę innych rzeczy, jak całonocne maratony z serialami, więc nie wiem jak to jest możliwe i dlaczego jakoś wcześniej nie mogłam się zmobilizować do takiego trybu dnia (przeczytałabym do tej pory znacznie więcej :p). Nie chcę żeby ten post był tragicznie długi, więc zapraszam na krótkie podsumowanie tego czytelniczego maratonu!


Ukończone wyzwania 5/7
Przeczytaj książkę z osobą na okładce
Przeczytaj książkę w jeden dzień
Przeczytaj książkę o postaci, która całkowicie się od Ciebie różni
Przeczytaj książkę na świeżym powietrzu
Przeczytaj książkę, którą kupiłeś ze względu na okładkę
Folwark zwierzęcy George Orwell
Status: Nieprzeczytana
Stron: 0

Taaa... Mimo, że krótka, to ta książka nadal w jakiś sposób mnie onieśmiela, nie miałam ochoty by ją zaczynać.
Hotel Finna James Joyce
Status: Przeczytana
Stron: 96

Hotel Finna zdecydowanie przeczytam jeszcze nie raz, ponieważ książka ta wymaga zaangażowania i czasu, by ją zrozumieć. Niemniej jednak warto!
Rój Laline Paull
Status: Przeczytana
Stron: 384

To pierwsza książka, którą przeczytałam w minionym tygodniu. Absolutnie fenomenalna! Nigdy nie pomyślałabym, że życie pszczoły tak mnie wciągnie i zafascynuje.
Marsjanin Andy Weir
Status: Zaczęta
Stron: 266
Kolejny hit tego maratonu! Słyszałam z wielu źródeł, że tłumaczenie praktycznie zabija większość żartów i nie oddaje specyficznego humoru Watneya, i tak rzeczywiście jest, ale jak się chociaż trochę zna angielski, to wielu rzeczy można się domyślić. Jeszcze nie skończyłam czytać, ale już bardzo mi się podoba!
Baśniobór Brandon Mull
Status: Przeczytana
Stron: 344

Po tej lekturze jeszcze nie szaleję za Mullem, ale widzę w nim potencjał, więc pewnie sięgnę po kolejne książki z tego cyklu.
Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości skryby Brandon Sanderson
Status: Przeczytana
Stron: 320

Pierwsza część tej serii była jak dla mnie średnia, ale przy tej bawiłam się zacnie (no, w końcu to Sanderson!). Więcej w recenzji, która ukaże się niebawem.
Sekrety Twin Peaks Mark Frost
Status: Zaczęta
Stron: 94

Chciałam tę publikację przeczytać szybko, ale tego się zrobić nie da, bo żeby poznać zawarte tu informacje i ułożyć je sobie w głowie w sensowną całość potrzeba czasu. Dlatego będę ją sobie na spokojnie czytać przez resztę wakacji.



Bilans końcowy
Przeczytanych książek: 4
Przeczytanych stron: 1504 (!!!)


Booktube-A-Thon: O ambitnych planach i wielkich nadziejach.


Nie wiem po co to robię, nie wiem dlaczego. Może obejrzałam za dużo filmów na YouTube związanych z tym wydarzeniem, może panicznie potrzebuję złapać się jakiegoś wyzwania i udowodnić, że może mi się udać jeżeli się zmobilizuję. Nie mam pojęcia, nie pytajcie. W każdym razie (z niewiadomego powodu, co już zostało ustalone) odczułam niewyjaśnioną ochotę by wziąć udział w czytelniczej części BookTubeAThonu. Cała 'impreza' odbywa się rokrocznie na YouTube i trwa tydzień. Opiera się na zasadach maratonu czytelniczego z wyzwaniami, dodatkowo booktuberzy mogę brać udział w wyzwaniach wideo, czego ja oczywiście robić nie będę. Dla zainteresowanych wstawiam poniżej film z oficjalnego kanału Booktubeathonu.



***

TBR


Wyzwań jest siedem i do każdego z nich wybrałam inną książkę. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten stosik wygląda nieprawdopodobnie i są bardzo małe szanse, że uda mi się przeczytać wszystkie te książki w ciągu kolejnego tygodnia, ale będę próbować. A tymczasem zapraszam na króciótką prezentację wyzwań i mojego wyboru książek.


1. Przeczytaj książkę z osobą na okładce 


Baśniobór Brandon Mull
Mulla poleca wiele osób, więc jako fanka literatury dla dzieci i młodzieży nie mogłam długo pozostać obojętna na jego prozę. Baśniobór czeka na mnie już od roku,może tym razem się uda. No i na okładce znajduje się osoba, więc książka pasuje jak ulał do tej kategorii.



2. Przeczytaj książkę, na którą jest hype


Marsjanin Andy Weir
Przy okazji premiery filmu o tej książce można było usłyszeć niemal wszędzie. Mi udało się upolować ją na promocji, ale od dłuższego czasu nie mogę się za nią zabrać. Ma być zabawna, błyskotliwa i po prostu dobra, jak będzie okaże się niedługo.



3. Przeczytaj książkę w ciągu jednego dnia


Folwark zwierzęcy George Orwell
Do tego wyzwania wybrałam coś nieco cieńszego niż dwie poprzednie książki, a ponieważ Orwella uwielbiam, aż żal przegapić okazję by przeczytać kolejną jego powieść.



4. Przeczytaj książkę o postaci, która całkowicie się od Ciebie różni


Rój Laline Paull
Interpretacja tego zadania może być różna, ja zdecydowałam, że będę czytać o pszczole (a przynajmniej tak sugeruje opis na okładce). Kompletnie nowy punkt widzenia, postać, która różni się ode mnie całkowicie.


 5. Przeczytaj książkę na świeżym powietrzu


Kości skryby Brandon Sanderson
Sama okładka wygląda egzotycznie i aż prosi by zabrać książkę gdzieś w teren, więc tak też zrobię. I postaram się wyjść z domu i usiąść gdzieś na trawie, zamiast rozbijać obóz na balkonie.



6. Przeczytaj książkę, którą kupiłeś ze względu na okładkę



Hotel Finna James Joyce
Druga stosunkowo krótka pozycja na mojej liście i jednocześnie książka, którą kupiłam głównie przez wzgląd na okładkę. No i nazwisko na tej okładce, bo Joyce'owi odmówić trudno.



7. Przeczytaj siedem książek.


Sekrety Twin Peaks Mark Frost
By dopełnić moją listę siedmiu tytułów wybrałam książkę, którą już właściwie zaczęłam. Takie drobne, kilkustronicowe oszustwo dla więkdzego dobra. Chcę niedługo wrócić do serialu, więc szybkie przeczytanie tej pozycji jest jak najbardziej wskazane.



Dzisiaj to by było na tyle, ale spodziewajcie się za tydzień posta podsumowującego moją sromotną porażkę lub ogromne zwycięstwo. Nie będzie łatwo, ale mam nadzieję, że uda mi się pokonać chociażby połowę z wybranych książek.

Recenzja / Królowa Tearlingu - Erika Johansen

org. "The Queen of the Tearling'' Erika Johansen / wyd. Galeria Książki 2015 / 485 stron

Królowa Tearlingu opowiada historię dziewiętnastoletniej Kelsea, dziedziczki tronu Tearlingu. Poznajemy ją w momencie, gdy straż królewska stawia się u drzwi leśnej chaty, w której dziewczyna spędziła całe swoje dotychczasowe życie, by odeskortować ją do stolicy. Tam Kelsea ma odebrać władzę z rąk jej wuja, dotychczasowego regenta królestwa. Nie brzmi zbyt skomplikowanie i ani trochę niebezpiecznie, haczyk jest jednak w tym, że Szkarłatna Królowa władająca sąsiednim państwem oraz sam regent za wszelką cenę nie chcą dopuścić do tego, by dziedziczka zasiadła na tronie. Droga do władzy Kelsea będzie długa i wyboista. Czy dziewczyna zdoła przeżyć i objąć władzę?

Królową Tearlingu kupiłam jakiś rok temu na jednej z wyprzedaży na stronie wydawnictwa zachęcona licznymi pozytywnymi recenzjami, zarówno w polskiej jak i w zagranicznej blogosferze. Polecała ją między innymi Regan z kanału PeruseProject, której wyborom ufam niemal bezgranicznie. Rozumiecie więc, że zabierając się wreszcie do tej powieści miałam wobec niej określone oczekiwania. Chciałam żeby świat mnie zaczarował i wciągnął, chciałam żeby była jakaś wartka akcja i postacie, z którymi można sympatyzować. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy przypominała o sobie świadomość, że to fantastyka dla młodzieży, nie wiadomo czego można się po niej spodziewać, jednak ja wciąż miałam nadzieję, że będzie się to przynajmniej przyjemnie czytało. Tyle o tym co chciałam, a teraz trochę o tym jak było rzeczywiście.




Zacznę może od plusów. Powieść Johansen wyróżnia się bardzo interesującą fabułą, a raczej pomysłem na fabułę, bo z realizacją wyszło jak wyszło. Kreacja świata przedstawionego była niczego sobie, szczególnie kiedy mówimy o przestrzeniach, w których rozgrywała się akcja. System magiczny, choć wciąż trochę zamglony, zapowiada się całkiem nieźle (niestety w tej części serii nie było za dużo magii). Podobała mi się także atmosfera tajemnicy, która otaczała główną bohaterkę i motyw z odkrywaniem jej przeszłości, którą wszyscy wierni jej ludzie przysięgli trzymać przed nią w tajemnicy z niewiadomego powodu. 

Minusów będzie niestety (albo i stety) trochę więcej i postaram się omówić każdy z nich, by nie pozostawić żadnych wątpliwości. Na sam początek przywołam koncept, którego nie rozumiem, czyli Przeprawa - mityczny koniec starego świata i początek nowego. W całej książce pojawiają się jedynie przebąkiwania na temat tego wydarzenia, które wymazało cały postęp technologiczny i cofnęło ludzi do czasów średniowiecza. Nigdzie nie zostało wyjaśnione co tak właściwie się stało, dlaczego i kiedy dokładnie (wiemy jedynie, że było to na długo przed urodzeniem Kelsea). Ludzie na kartach powieści nie wiedzą dużo na temat czasów sprzed Przeprawy, jednak Kelsea zdaje się mieć jakąś dogłębną wiedzę na ten temat. I tak, wiem, że jej opiekunka była historykiem omawianych czasów, a główna bohaterka czytała dużo książek, jednak nadal wplatanie wzmianek o książkach elektronicznych, czy Harrym Potterze wydała się dziwnie nie na miejscu wśród średniowiecznej scenerii, gdzie jedynym środkiem transportu są konie. Było to niepotrzebne i nie miało najmniejszego wpływu na fabułę, pozostawiło tylko niesmak.

Kolejną rzeczą jest forsowanie przy każdej okazji tematu książek, ich niezwykłej wartości i potrzeby głównej bohaterki by posiadać dużą kolekcję książek, nawet jeśli te miałyby zostać zabrane siłą z domów arystokratów. Pomijając fakt, że Kelsea powinna się martwić obroną swojego królestwa, a nie zbieraniem zamkowej biblioteczki, jej natarczywe próby by zmusić Buławę do przyznania, że literatura jest ważna były po prostu śmieszne. Trzecim punktem na mojej liście jest zbędne wplatanie przez autorkę wyrażeń i wątków erotycznych. Chodzi mi tu wyłącznie o kwestie językowe, gdyż żaden akt w powieści miejsca nie miał, ale jak na powieść skierowaną do nastoletniego czytelnika zdecydowanie brakuje tu wyczucia. Może się już czepiam, ale kiedy widzę wyraz 'rżnięcie' w odniesieniu do seksu w młodzieżówce coś mnie bierze. Pozostając przy języku i stylu: dialogi były często sztuczne i płaskie, a cała powieść napisana jest bez polotu. Czytało mi się ją bardzo topornie, po prostu nie mogłam się przez nią przebić.

Ostatnią kwestią, na którą chciałabym zwrócić uwagę, jest kreacja bohaterów. W całej powieści nie udało mi się znaleźć chociażby jednej postaci, która przyciągnęłaby moją uwagę. Kreacje Johansen są dwuwymiarowe, oparte na jednym pomyśle, inaczej mówiąc: brakuje im głębi. Kelsea, Buława, Thorne i inni są napisani w sposób by odzwierciedlali jedną wartość, są nieskomplikowani i puści, jak lalki. Tak na przykład, główna bohaterka to uosobienie dobroci, wyrozumiałości i stanowczości, jej wierny sługa Lazarus jest odważny i w pełni oddany królowej i jej sprawie, a Thorne to po prostu 'ten zły', który z bliżej niewyjaśnionych powodów stara się za wszelką cenę sabotować panowanie nowej władczyni.

Królowa Tearlingu mnie nie zachwyciła. Szczerze mówiąc, nie potrafię się też na nią porządnie zezłościć, mam do niej bardzo neutralny stosunek. Styl pisarki mnie nie urzekł, Kelsea uważam za co najmniej problematyczną i nie interesuje mnie co wydarzy się dalej. Całość była przewidywalna i nudna. Także jeżeli jednak zdecydujecie się po nią sięgnąć robicie to na swoją odpowiedzialność.


Pięć książek, które chcę przeczytać w wakacje


Nadeszły wakacje i skończyło się usprawiedliwianie nieobecności na blogu studiami. Tyle. Nie będę się tłumaczyć, nie będę przepraszać, po prostu postaram się przywrócić tę stronę do życia. Więc dzisiaj, aby niejako rozpocząć ten wakacyjny okres, chcę podzielić się z Wami moim wyborem pięciu książek, które absolutnie muszę przeczytać w ciągu kolejnych trzech miesięcy. Zapewne czytać będę o wiele więcej, a przynajmniej taki jest plan, ale będę na siebie zła i jednocześnie sobą rozczarowana, jeśli nie uda mi się poznać tych kilku tytułów, o których piszę w tym poście.

***


  • Lord Mord Milos Urban

    Lorda Mord przywiozłam z tegorocznych Warszawskich Targów Książki, chociaż nie miałam w planach go kupować. Co więcej, nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki do czasu aż zaplątałam się w okolice stoiska wydawnictwa Książkowe Klimaty, a przemiła pani tam urzędująca poleciła mi dwie książki. Dlaczego zdecydowałam się na tę książkę? No cóż, jej akcja rozgrywa się w XIX-wiecznej Pradze, a na punkcie Pragi mam lekką obsesję. Fabuła również brzmi szalenie interesująco, samo to, że ta powieść określona jest jako ''mieszanka tajemnicy, krwawej historii i grozy powieści gotyckiej'' zdecydowanie mnie kupiło. Liczę na fascynującą opowieść!

  • Wchodzi koń do baru Dawid Grosman

    Wchodzi koń do baru to tegoroczny laureat The Booker Prize i waśnie przez wzgląd na to postanowiłam go kupić. Chcę czytać więcej książek, które zostały w jakiś sposób docenione, ponieważ ufam wyborom tych komisji, szczególnie jeśli chodzi o Bookera.

  • Wszystko jest iluminacją Jonathatn Safran Foer

    To niesamowite, że od obejrzenia serialu Gilmore Girls minął już rok, a ja nadal staram się czytać książki z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore.Wszystko jest iluminacją jest jedną z nich i poza tym wiem o niej niewiele więcej, tylko tyle, że na jej podstawie powstał film i gdzieś w tym filmie jest scena z polem słoneczników. Dosłownie tyle, ale i tak bardzo chcę ją poznać.

  • Droga królów Brandon Sanderson

    Moja miłość do powieści Sandersona nie powinna już nikogo dziwić. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich, ale powoli poznaje kolejne i w te wakacje chcę zmierzyć się z prawdziwą cegłą, jaką jest Droga królów. Słyszałam na temat tej książki wiele pozytywnych opinii i wiem, że jak już zacznę czytać, to strony będą przewracały się same, niemniej jednak nadal trochę przerażają mnie jej gabaryty. Ale to w końcu Sanderson, nie ważne ile stron by książka nie miała, pod koniec zawsze pozostanie jakiś niedosyt. Dlatego mam już drugą część w pogotowiu.

  • Sekrety Twin Peaks Mark Frost

    Serial Twin Peaks chciałam obejrzeć od zawsze i udało mi się tego dokonać w czerwcu. Mówię oczywiście o oryginalnej serii, zabiorę się za tegoroczne odcinki zaraz po przeczytaniu tej pozycji. Napisana przez jednego z twórców serialu książka jest pomostem pomiędzy wydarzeniami w Twin Peaks z początku lat dziewięćdziesiątych, a nową serią, emitowaną w tym roku. Nie jest to typowa powieść, właściwie nie wiem czy w ogóle można to nazwać powieścią, ponieważ jest to zbiór akt, wycinków z gazet, dokumentów i zapisków dotyczących mieszkańców miasteczka przeplatający się z fotografiami z serialu i nie tylko. To coś w stylu uzupełnienia, 25 lat w pigułce. Z tego co słyszałam, warto przeczytać przed wskoczeniem do nowej serii. W każdym razie, must read dla fanów Twin Peaks.

To są moje obowiązkowe lektury tego lata, dajcie znać jakie są Wasze! :)


Pieśń jutra - Samantha Shannon

Znalezione obrazy dla zapytania pieśń jutra
Autor: Samantha Shannon
Tytuł: Pieśń jutra
Tytuł oryginału: The Song Rising
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 26 kwietnia 2017
Liczba stron: 400


Po krwawych i brutalnych walkach Paige Mahoney zyskała niebezpieczną pozycję. Została wybrana Zwierzchniczką. Pod rządami ma teraz całą populację londyńskich kryminalistów. 

Wystąpiła przeciwko Jaxonowi Hallowi. Narobiła sobie żądnych krwi wrogów, z których każdy czeka na jej najmniejszy błąd. Teraz zadanie ustabilizowania sytuacji w podzielonym podziemiu będzie prawdziwym wyzwaniem.
Panowanie Paige może szybko dobiec końca. Wszystko przez wprowadzenie Senshield, śmiertelnej technologii, która przyniesie zgubę społeczności jasnowidzów i… całemu światu, jaki znają.

(lubimyczytac.pl)

Pieśń Jutra kontynuuję historię Paige Mahoney, śniącego wędrowca, dokładnie w momencie, gdzie zakończył się Zakon Mimów. Dziewczyna wygrała walki w Różanym Pierścieniu i została oficjalnie mianowana Zwierzchniczką londyńskiego syndykatu zrzeszającego jasnowidzów. Jednocześnie zdradził ją człowiek, którego podziwiała, i któremu zawdzęczała swoje życie. Jaxon Hall, bo to właśnie o nim mowa, opowiedział się po stronie wroga i stanął przeciwko swojej faworycie. Teraz, gdy Paige znajduje się u szczytu władzy i każdy liczy się z jej zdaniem, może wreszcie wpłynąć na polepszenie życia jasnowidzów i zapewnić im bezpieczeństwo, kiedy prace nad udoskonaleniami do Tarczy Czuciowej wchodzą w kolejną fazę.

Obawiam się, że tym razem autorce nie udało się mnie zachwycić. Dwa pierwsze tomy serii zawładnęły moim sercem. Po przeczytaniu Zakonu Mimów nie mogłam się pozbierać przez kilka tygodni i chciałam dostać kontynuację jak najszybciej się da. Czekałam dwa lata tylko po to by się rozczarować, co niesamowicie mnie smuci. Myślę, że gdyby oczekiwanie było krótsze moja ekscytacja przygodami Paige nie zmalałaby aż do tego stopnia. Nie zrozumcie mnie źle, Pieśń jutra nie jest złą książką, ale wypada średnio w porównaniu do wcześniejszych części Czasu Żniw. Przez długi czas nie mogłam się w nią wgryźć, a kiedy nareszcie świat przedstawiony zaczął mnie wciągać, akcja znacznie zwolniła, co sprawiało, że odkładałam książkę na bok. Zabrakło jakiegoś polotu, fascynacji wydarzeniami, która trzymałaby mnie w garści i nie pozwoliła oderwać się choćby na chwilę od akcji.

Częste przerzucanie akcji w różne miejsca uczyniło ją mało interesującą. Zdecydowanie przyjemniej czytałoby mi się o życiu syndykatu w Sajonie Londyn, o tym jak Paige radzi sobie w roli Zwierzchniczki. Czytelnik dostaje jedynie przebłyski nowej sytuacji, która drastycznie się zmieniła. Co stało się ze zwolennikami Hektora, co ze sprzymierzeńcami Jaxona? Wiem, że Tarcza Czuciowa jest ważna i na tyle niebezpieczna, by poświęcać jej dużo uwagi, ale serio? Czterysta stron oscylujących wokół wynalazku, którego działanie nie jest nawet dobrze wyjaśnione? Shannon miała wspaniałe możliwości poprowadzenia fabuły w innym kierunku, ale skupiła się tylko na jednym aspekcie historii. No cóż, może w kolejnych tomach autorka zdecyduje się wrócić do zawiłych intryg i niespodziewanych zwrotów akcji, do których tak nas przyzwyczaiła.

Polska blogosfera w większości się ze mną nie zgadza i wychwala tę książkę. Jak dla mnie jest to zdecydowanie najsłabszy tom w serii, co nie zmienia jednak faktu, że nadal interesują mnie dalsze losy bohaterów i mam zamiar kontynuować czytane kolejnych tomów kiedy tylko będą się pojawiać. Ale to tylko moja opinia. Sięgnijcie więc po Pieśń Jutra i zweryfikujcie moje słowa, może dla Was będzie to najlepszy dodatek do uniwersum Czasu Żniw

W poszukiwaniu własnego miejsca na świecie // Dziecko Odyna - Siri Pettersen


Znalezione obrazy dla zapytania dziecko odyna
Autor: Siri Pettersen
Tytuł: Dziecko Odyna
Tytuł oryginału: Odinsbarn
Seria: Krucze Pierścienie
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 17 maja 2016
Liczba stron: 648


Dziecko Odyna to debiutancka powieść norweskiej autorki Siri Pettersen, a także pierwsza część trylogii Krucze Pierścienie. Jak do tej pory w Polsce zostały wydane jej dwa tomy, trzeci natomiast ukaże się w styczniu nakładem wydawnictwa Rebis.

Historię poznajemy z kilku narracyjnych punktów widzenia, jednak najważniejsze wśród nich są głosy Hirki i Rimego. Powieść rozpoczyna się kilka miesięcy przed Rytuałem, obrządkiem dzielącym dzieciństwo i dorosłość każdego ætlinga zamieszkującego krainę Ym. Wśród tych, którzyd do niego podejdą, znajduje się piętnastoletnia Hirka. Dziewczyna, która utraciła swój ogon jako małe dziecko, co sprawiło, że w swojej wiosce jest niemałą sensacją. Ponadto nie potrafi czerpać Evny, siły płynącej z ziemi magicznie wspomagającej każdego ogoniastego, a będzie to sprawdzane podczas Rytuału. Cel podobnego testu jest prosty – ma wyeliminować tych, którzy stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Hirka musi podjąć decyzję: uciekać czy podjąć próbę oszukania systemu?

Trzeba przyznać, że Siri Pettersen nie poszła na łatwiznę podczas pisania swojej debiutanckiej powieści. Przygotowując się do opowiedzenia historii Hirki zrobiła porządny research na temat mitologii nordyckiej, języka i kultury ludów staronordyckich. Korzystała z pomocy szeregu specjalistów w tych dziedzinach, a także geologa i trenera kruków, by jej powieść mogła być jak najbardziej zgodna z wierzeniami starożytnych zamieszkujących półwysep skandynawski.

Już od samego początku świat wykreowany przez Pettersen intryguje i kusi by poznać go. Dziecko Odyna to wręcz powiew świeżości w powieści młodzieżowej, gdzie wszystko już było. Przez pierwsze 200-300 stron tak właśnie jest. Później rozpoczyna się znana, lecz nie przez wszystkich lubiana walka jednostki z systemem, który manipuluje społeczeństwem dla własnych korzyści. Nie jest to jednak najważniejszy wątek, ważny, owszem, ale nie najważniejszy. Pettersen na pierwszym miejscu postawiła bowiem problem tożsamości i poszukiwanie miejsca na świecie przez główną bohaterkę.

Na uwagę zasługuje także wątek religijny. W uniwersum Dziecka Odyna ludy ætlingów wierzą i wysławiają Widzącego, boga, który trzy tysiące lat wcześniej zdradził swoją rasę, by uratować całkowicie obcy mu świat i jego mieszkańców. Jego obecność i ingerencja w codzienne życie nie jest przez nikogo kwestionowana, o co zresztą dba mająca ponoć bezpośredni kontakt z bóstwem Rada. Warto zaznaczyć, że Pettersen w swojej powieści adekwatnie odbija kondycję wiary we współczesnych czasach, co jest niespotykane w literaturze dla młodzieży.

Choć Dziecko Odyna jest książką dobrą, Pettersen nie uniknęła kilku niedociągnięć czy wpadek. Pierwszym z nich jest schematyczność głównej linii fabularnej. Dziewczyna, która różni się od wszystkich, nagle dowiaduje się, że jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. Nie wie, co robić, więc rozpętuje rewolucję, a gdzieś w międzyczasie zakochuje się w chłopaku. Brzmi znajomo, prawda? W kilku momentach Pettersen wrzuciła w usta Hirki słowa, które miały brzmieć ironicznie, sarkastycznie czy nawet śmiesznie, a jedynie wywołały u mnie niesmak i zażenowanie. Sporą wadą jest także niezdecydowanie głównej bohaterki i podejmowane przez nią irracjonalne decyzje.

Nie da się również zignorować pewnych luk w dynamicznych opisach wydarzeń. Momentami naprawdę ciężko jest odnaleźć się w akcji, ponieważ nie o wszystkich wydarzeniach informuje nas narracja. Tym sposobem w jednej z sytuacji Hirka nagle znika z pola widzenia czytelnika i pojawia się w zupełnie innym miejscu, co bardzo szybko wytrąca czytelnika z równowagi i skutkuje w czytaniu jednego akapitu kilka razy tylko po to, by się zorientować w tym, co się dzieje.

Dziecko Odyna to dość ciekawa pozycja dla fanów fantastyki młodzieżowej, może ona jednak nie sprostać wymaganiom osoby oczytanej w fantastyce. Jest to jednakże książka, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Na jej korzyść przemawiają inspiracje mitologią nordycką i całkiem zgrabna linia fabularna, natomiast na niekorzyść lekkie niedociągnięcia w prowadzeniu narracji i wspomniana schematyczność. Jednak mimo wszystko warto dać szansę debiutanckiej powieści Siri Pettersen, chociażby po to by samemu ocenić, jak autorka wykorzystała mitologię do stworzenia fantastycznej opowieści o poszukiwaniu samego siebie i pokonywaniu przeciwności losu.

Przeczytane w ostatnim czasie


Wracam do żywych? Może. Ostatnio nie mogę się nawet zmusić by wejść na bloggera i otworzyć okno Nowy post. Ogarnęło mnie dziwne zniechęcenie wobec pisania o książkach. Nadal chcę o nich mówić i je Wam polecać, ale ta forma mnie nudzi i męczy i nie jestem pewna co z tym zrobić. Pożyjemy, zobaczymy. Ale dość regularnie działam na Goodreads, więc zapraszam do obserwowania mnie właśnie tam: Blondynka na Goodreads.
Tymczasem zapraszam na krótkie czytelnicze podsumowanie trzech pierwszych miesięcy tego roku.

Najwięcej czytałam fantastyki! Czy kogoś to jeszcze dziwi? Nie sądzę. Nowy rok zaczęłam przy lekturze Szóstki Wron Leigh Bardugo, która bardzo mi się podobała, chociaż coś mi w niej zgrzytało. I niedługo będę czytać drugi tom serii, co będzie pewnie równie ciekawą przygodą jak lektura pierwszego. Pod koniec ferii postanowiłam zabrać się za kolejnego Sandersona i padło na Elantris, i chyba nie muszę mówić, że pokochałam tą historię. Aż szkoda, że nie ma kontynuacji! Następnie przeczytałam książkę The Call. Wezwanie w ramach współpracy w wydawnictwem Czwarta Strona. Nie jestem pewna, czy książkę tą można już dostać, ale na skrzydełku możecie, lub będziecie mogli znaleźć moją rekomendację. W lutym zaopatrzyłam się w kilka książek Gaimana, ponieważ chcę rozpocząć swoją przygodę z tym autorem. Na pierwszy ogień poszłedł Ocean na końcu drogi, który był całkiem interesujący i zdecydowanie zachęcił mnie do jak najszybszego sięgnięcia po kolejne powieści tego pana. Przedostatnią pozycją w tej kategorii jest Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida, czyli kolejny Sanderson. I po tej lekturze mogę stwierdzić, że raczej nie zostanę fanką powieści dla młodzieży spod pióra mistrza. Gdzieś w między czasie słuchałam sobie słuchowiska kolejnej części Wiedźmina, a mnianowicie Krwi Elfów w produkcji wydawnictwa Fonopolis. Nie wiem ile razy polecałam Wam, by zapoznać się, by dać szansę Wiedźminowi w takim wydaniu, ale zrobię to jeszcze raz: polecam słuchowiska od Fonopolis, nie zawiedziecie się, obiecuję.

W tym roku postanowiłam czytać więcej komiksów i powieści graficznych i w związku z tym zaprzyjaźniłam się z krakowską Arteteką. Jak do tej pory udało mi się zapoznać się z czterema tomami Chew, minimalistycznym Mooncop, oraz pierwszą częścią Mausa, Gigantyczej brody, która była złem i Persepolis. Czeka mnie jeszcze mnóstwo nadrabiania jeśli chodzi o gatunek, jakim jest komiks i już nie mogę się doczekać na kolejne wyśmienite lektury! Planuję w najbliższym czasie zrobić post o powieściach graficznych właśnie i tam będzie więcej o tym i innych, które przeczytam w najbliższej przyszłości.

Kolejna kategoria to książki, które przeczytałam na studia. I tu będą same klasyki.
The Picture of Dorian Grey Wilde'a przez bardzo długi czas był na mojej liście książek, które koniecznie chcę przeczytać i ostatecznie zmotywowało mnie do tego pojawienie się tej pozycji wśród lektur wymaganych na egzamin z literatury brytyjskiej. Natomiast książki Saturday Iana McEwana i The Collector Johna Flawesa przeczytałam na zajęcia o nazwie Altered States, na które bardzo chętnie zapisałabym się ponownie. No i nie mogę nie wspomnieć o przeczytanej niedawno Do latarni morskiej Virginii Woolf i tej z końca marca - The Birthday Party Pintera, czyli moim spektakularnym powrocie do czytania dramatów.

I na koniec książki, których nie mogłam przyporządkować do żadnej z powyższych kategorii, a wśród nich: uroczy Pax, Milczenie Shusaku Endo przeczytane specjalnie by potem obejrzeć film, Broadchurch Erin Kelly, ponieważ serial jest genialny, to czemu by nie spróbować z powieścią? I na koniec Sinners in the Hands of An Angry God Jonathana Edwardsa, które teoretycznie mogłabym podpiąć pod klasyki, ale niech już zostanie tutaj.

Tak zaczęłam rok 2017. I niech ten post będzie nowym początkiem, może wreszcie zmobilizuję się do regularnego pisania. Trzymajcie kciuki i do następnego!

W otchłani wirtualnego świata // Recenzja Username: Evie - Joe Sugg


Znalezione obrazy dla zapytania username evie

Autor: Joe Sugg
Tytuł: Username: Evie
Tytuł oryginału: Username: Evie
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 06.2016
Liczba stron: 182

Joe Sugg to brytyjski YouTuber. Jego kanał, ThatcherJoe ma ponad 6 milionów subskrybentów. Znajdziemy na nim głównie materiały o charakterze komediowym, na przykład, gdy naśladuje głosy znanych postaci, czyta swój pamiętnik sprzed kilku lat oraz robi żarty zarówno swoim przyjaciołom jak i zupełnie obcym osobom. Sukces zawdzięcza po części swojej starszej siostrze Zoe, która w Internecie działa pod pseudonimem Zoella, która zmotywowała Sugga do rozpoczęcia działalności w sieci.

Username: Evie to powieść graficzna, w której śledzimy losy tytułowej Evie, przeciętnej dziewczyny, która nie może znaleźć swojego miejsca na świecie. Można wręcz powiedzieć, że jest kozłem ofiarnym, szczególnie w szkole, gdzie wszyscy się z niej nabijają. Jedynie w domu dziewczyna czuje się naprawdę bezpiecznie, szczególnie kiedy zamyka się w… lodówce, co podobno pomaga jej się uspokoić i skupić. Evie mieszka z ojcem, który mimo poważnego stanu zdrowia nadal zajmuje się swoją pasją, czyli programowaniem. Akcja nabiera tempa, kiedy jedyny rodzic Evie umiera, a dziewczyna znajduje na swoim laptopie tajemniczy program.

Wśród publikacji gwiazd YouTube’a, Username: Evie to zdecydowanie coś nowego. Nie jest to ani biografia, ani książka z zadaniami do wykonania, ani nawet powieść, a powieść graficzna. Joe uzasadnia wybór tej formy w przedmowie, powołując się na swoje zainteresowanie tworzeniem komiksów, co było zresztą również częścią jednego z jego szkolnych zadań domowych. Powieść graficzną stworzoną przez Sugga i jego ekipę można bez wahania nazwać powiewem świeżości, czymś nowym i ekscytującym dla wszystkich osób śledzących poczynania YouTuberów na rynku książki.

Biorąc pod uwagę grafikę komiksowi nie można nic zarzucić. Od pierwszych stron oczy cieszą piękne i starannie wykonane ilustracje, za które odpowiedzialni są Amrit Birdi oraz Joaquin Pereyra. Skupiając się na fabule… no cóż, tu już nie jest tak idealnie. Sam pomysł na opowieść rozgrywającą się w dużej mierze w przestrzeni wirtualnej jest ciekawy, jednak zawarcie go w 184 stronach niekoniecznie było dobrym pomysłem. Wszystko rozgrywa się bardzo szybko i w małym odstępie czasowym, przez co jest nienaturalne, można nawet powiedzieć, że sztuczne. Moim zdaniem ta historia mogłaby zostać opowiedziana w co najmniej dwóch tomach. Taki zabieg pozwoliłby na znaczne rozwinięcie i dopracowanie wątków pobocznych, które zostały potraktowane w kilku przypadkach po macoszemu.

Moim kolejnym problemem z tą powieścią graficzną jest duża dawka narracji głównej bohaterki. Autor najwidoczniej poczuł potrzebę, by czytelnik poznał całą historię Evie poprzedzającą rozpoczęcie komiksowej historii, co wydaje mi się zbędne. Czytelnik dostaje praktycznie wszystko podane na tacy, autor nie pozostawia miejsca na domysły. Z jednej strony można by uznać ten zabieg za celowe zarysowanie tła, które pomoże w lepszym zrozumieniu historii, jednak nie sądzę by było to konieczne w tym przypadku. Wrzucenie nas na głęboką wodę z małą dawką informacji o Evie i jej życiu, mógłby powoli odkrywać wszystkie interesujące fakty o tej postaci oraz o tym, jak ukształtowała ją przeszłość.

Mimo tych kilku problemów, których doświadczyłam podczas czytania Username: Evie, nie mogę powiedzieć, że lektura mi się nie podobała. Jak wspominałam wcześniej w powieści graficznej Sugga na przyzwoitym poziomie stoi kreska oraz kolor, co w dużej mierze wynagradza niedociągnięcia fabularne. Dodatkowo jest to szybka i przyjemna lektura, która zajmie wam dosłownie pół godziny, więc może warto poświęcić jej swoją uwagę. I oczywiście jest to pozycja obowiązkowa dla fanów internetowej działalności Joe Sugga.


Recenzja napisana dla portalu Gildia.pl

Recenzja przedpremierowa // Księga snów - Nina George

Autor: Nina George
Tytuł: Księga snów
Tytuł oryginału: Die Traumbuch
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 02.2017

Nigdy nie czytałam żadnej książki autorstwa Niny George i częściowo właśnie dlatego kiedy nadarzyła się okazja postanowiłam dać wreszcie szansę tej autorce i jej prozie, Poprzednie powieści George wydane w Polsce cieszą się dużą popularnością i pozytywnymi recenzjami, więc jedynym słusznym wyborem, kiedy dostałam propozycję recenzji było zgodzenie się i podejście do lektury z entuzjazmem. Dokładnie tak zrobiłam, gdy po raz pierwszy zanurzyłam się w prozie Niny George. 

Henri. Reporter wojenny. Żył w ciągłym zagrożeniu, jednak najbardziej przerażał go stały związek i założenie rodziny. Ratuje tonącą dziewczynkę, ale sam zapada w śpiączkę.

Eddie. Redaktorka w wydawnictwie. Kiedyś związana z Henrim. Jej ustabilizowane życie burzy informacja, że uczynił ją odpowiedzialną za podejmowanie wszystkich decyzji dotyczących jego leczenia.
Sam. Wyjątkowo inteligentny i wrażliwy trzynastolatek. Łatwo rozpoznaje uczucia innych, a emocje opisuje za pomocą kolorów. Marzy o tym, aby w końcu poznać ojca, którego losy śledził przez całe życie.
Przeszłość i teraźniejszość, rzeczywistość i marzenia, prawda i to, co się prawdą wydaje, splatają się w jedną historię. Ścieżki trójki bohaterów krzyżują się w krainie snów, gdzie zacierają się granice, a wspomnienia dają drugą szansę na życie. -lubimyczytac.pl


W swojej powieści George próbuje zgłębić znaczenie snów dla człowieka pogrążonego w śpiączce czy zawieszonego pomiędzy światami. Sam, Henri i Eddie, którzy są narratorami w powieści indywidualnie starają się odkryć moc snów oraz ich funkcję. Czy mogą służyć jako linia komunikacji pomiędzy ludźmi pogrążonymi w śpiączce, a światem zewnętrznym utożsamianym z bliskimi im osobami?

George umie pisać, tego nie można jej odmówić. Bardzo rozważnie posługuje się językiem, szczególnie jeśli chodzi o jego figuratywność. Kreacja bohaterów jest także niczego sobie, szczególnie jeśli chodzi o postaci Henry'ego i Eddie. Sam początek powieści bardzo mi się spodobał, dlatego czuję się trochę rozczarowana tym, co znalazłam w jej dalszej części. O ile linia fabularna jest bardzo interesująca i niebanalna, to elementy realizmu magicznego pojawiające się w scenach walki osoby pogrążonej w śpiączce zupełnie zepsuły mi całe doświadczenie. Autorka w zbyt romantyczny sposób podeszła do tematu, przez co niektóre aspekty książki były sztucznie wyolbrzymione i na siłę uszlachetnione. Nie zaskoczyła dla mnie także historia Maddie i splatanie jej losów z Samem.

Księga snów jest pełna kulturowych nawiązań (m.in. do Doctora Who i Gry o Tron), których pojawianie się za każdym razem wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Po prostu uwielbiam, kiedy w książkach występuje intertekstualność, nic na to nie poradzę.

Najnowsza książka Niny George świetnie sprawdzi się podczas długich zimowych wieczorów. Historia Sama, Henriego i Eddie intryguje od samego początku, wciąga i angażuje, trudno się od niej oderwać. Jest to powieść bardzo przyjemna, niektórzy mogą uznać ją także za inspirującą i motywującą do działania. Dla mnie jednak jest to jedna z tych książek, które w żaden sposób nie zmieniają życia, czy sposobu postrzegania niektórych problemów. Ot, bardzo dobrze napisane czytadło, które po przeczytaniu szybko wylatuje z głowy. Muszę jednak dodać, że po tej lekturze jestem ciekawa wcześniejszych powieści tej autorki i na pewno sięgnę po którąś z nich jeszcze w tym roku. Tymczasem polecam Wam Księgę snów!

★★★★★★☆☆☆☆

Nie poddawaj się - Rainbow Rowell


Znalezione obrazy dla zapytania nie poddawaj się rowell
Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Nie poddawaj się
Tytuł oryginału: Carry on
Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 12.10.2016
Liczba stron: 512

Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.
Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.


Podchodziłam do tej książki z wielkimi obawami, ponieważ żywiłam do niej ogromne nadzieje. Chciałam żeby sprostała moim oczekiwaniom, które rosły z każdą entuzjastyczną recenzją, którą przeczytałam czy obejrzałam gdzieś w internecie. Miałam wiele wątpliwości, jedną z nich był wątek homoseksualny i jego umiejscowienie w tej opowieści. Nie wzięły się one znikąd. Już podczas lektury Fangirl fragmenty fanfica pisanego przez Cath, które byly umieszczone bodajże przed każdym rozdziałem nie przypadły mi do gustu i uważałam je za zbędne. Ale skoro wszyscy się zachwycają, to ta historia musi mieć to coś, prawda?


Moje początki z Nie poddawaj się były trudne, ponieważ wszystko przypominało mi Harry'ego Pottera. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział Rowell wzorowała się na książkach Rowling i nie jest żadną tajemnicą, że Nie poddawaj się jest inspirowane powieściami brytyjskiej autorki. Dla mnie była to przeszkoda, której nie spodziewałam się pokonać w trakcie czytania. Starałam się, ale poprzekręcane nazwy i podobni bohaterowie sprawiały, że czułam się bardzo niepewnie i obawiałam się, że to będzie pierwsza książka Rowell, która mi się nie spodoba. Na szczęście tak się nie stało.


W pewnym momencie lektura stała się o wiele bardziej znośna i przyjemniejsza, a wszelakie nawiązania do HP przestały mi wadzić. Linia fabularna się rozkręciła, a ja przewracałam kolejne strony w zawrotnym tempie. Nawet nie wiem kiedy bez pamięci zakochałam się w tej historii i jej bohaterach. Szczególnie sympatyzowałam z Bazem. Jego postać uważam także za najbardziej ciekawą i najlepiej wykreowaną. To właśnie ten chłopiec przechodził wewnętrzne bitwy z samym sobą, potrafił doskonale ukrywać swoje emocje i gardzić wszystkimi dookoła, nawet osoby, które coś dla niego znaczyły. Urzekła mnie jego dwulicowość. Z pozoru zamknięty, nieprzyjemny introwertyk, a tak naprawdę potrzebujący zrozumienia i przyjaźni Basil.

Największymi plusami powieści są styl autorki, który jest bardzo przystępny, a jednocześnie w świetny sposób kreuje atmosferę magii i tajemnicy oraz szybkość, z jaką można ją przeczytać. To jedna z tych książek, którą można zacząć i skończyć w jeden wieczór, tak bardzo jest wciągająca i zajmująca. Po kilkudziesięciu stronach czytelnik automatycznie sympatyzuje z głównymi bohaterami i razem z nimi przeżywa pełną niespodzianek przygodę.

Nie poddawaj się to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy pokochali Fangirl. Jest to powieść, w której na każdej stronie czuć magię. No i na pewno przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom twórczości fanowskiej, ponieważ ta historia jest niczym innym jak fanfiction właśnie. Książkę naprawdę warto przeczytać, szczególnie jeśli proza Rainbow Rowell nie jest Ci obca. Gorąco polecam!

Najlepsze książki i największe czytelnicze rozczarowania 2016 roku

Uh... dawno mnie tu nie było, no wiem. Ostatnie dwa miesiące były mieszanką dużej ilości pracy na studia, ponowną fascynacją serialami i ogólnego zmęczenia materiału. Nie wiem czy to przejściowa zmiana nastawienia, ale pisanie recenzji nie przynosi mi już tak dużej satysfakcji jak kiedyś, a co za tym idzie nie mogę się zmusić, żeby kilka razy w tygodniu usiąść i pracować nad tekstem poświęconym stricte jednej książce. 

Ale mamy nowy rok i postanowiłam wykorzystać ten fakt jako pretekst do zmiany formy tego bloga. Co będzie wyglądało inaczej: przede wszystkim będzie mniej pojedynczych recenzji i więcej recenzji zbiorczych. Reszty jeszcze nie jestem pewna, ale możecie spodziewać się regularnych polecajek i czytelniczych podsumowań, które w ostatnich miesiącach zaniedbałam. No i bardzo chciałabym by powróciły stosiki, bo sama tęsknię za ich pisaniem. 

Tyle w kwestii wyjaśnień, a teraz przejdźmy do rzeczy naprawdę istotnych tj. najlepszych i najgorszych książek 2016 roku. Ogólnie w tym roku udało mi się przeczytać 115 książek (na Goodreads ten wynik jest wyższy, ponieważ dodawałam tam także przeczytane opowiadania) i jest to wynik bardzo dobry i cieszę się, że udało mi się go osiągnąć. Przeczytałam mnóstwo wspaniałych książek, ale niestety przydarzyło mi się kilka nieprzyjemnych doświadczeń i przykrych zawodów, o których Wam dzisiaj opowiem.

Zanim zaczniemy łapcie kilka linków:
Mój rok w książkach: Goodreads


Najlepsze książki przeczytane w 2016

Kompletując tą listę starałam się skupiać na różnorodności gatunkowej wybranych książek. Pierwotnie obsadziłam większość miejsc klasykami literatury, których w tym roku przeczytałam całkiem sporo, ale każdy i tak wie, że są wspaniałe, więc w ostateczności wybrałam więcej powieści wydanych w ostatnich latach.

Wiedźmin. Ostatnie życzenie & Miecz przeznaczenia Andrzej Sapkowski
Pamiętam, że umieszczałam te książki na mojej liście planów na 2016 rok i udało mi się je poznać już w styczniu. Celowo nie użyłam słowa 'przeczytać', ponieważ dwa zbiory opowiadań z uniwersum Wiedźmina poznałam w formie wspaniałych słuchowisk produkcji wydawnictwa Fonopolis. Już od kilku lat chciałam zacząć poznawać przygody Geralta (to w końcu nasza narodowa duma, daa), bo uważam, że skoro ta seria robi taką furorę zarówno w granicach naszego kraju jak i poza nimi, to każdy wielbiciel fantastyki powinien ją przeczytać. I jeśli jest wśród Was ktoś, kto niby by chciał, ale nie jest pewien, to polecam właśnie słuchowiska.

Polska odwraca oczy Justyna Kopińska
Reportaże Kopińskiej zdobywają nagrody nie bez powodu. Są do bólu prawdziwe i przez to szokują i zapierają dech w piersiach. Po tej lekturze targało mną mnóstwo sprzecznych emocji i zapragnęłam poznać nieco lepiej gatunek jakim jest reportaż (co mam nadzieję stanie się w 2017 roku). Jest to także jednak z tych książek, które pożyczam najczęściej, ponieważ chcę żeby wszyscy ją znali. Także nawet jeśli nie jest Wam po drodze z reportażami to możecie dać szansę zbiorowi Polska odwraca oczy, na pewno się nie zawiedziecie,

Saga vol.1-vol.5 Brian K. Vaughan & Fiona Staples
W tym roku zaczęłam także swoją przygodę z komiksami i to w dobrym stylu. Nawet nie wiem jak to się stało, ale udało mi się poznać wszystkie wydane jak do tej pory w Polsce tomy Sagi. Pełna akcji, humoru i międzyplanetarnych intryg historia Vaughana w połączeniu z kreską Staples jest strzałem w dziesiątkę. To dopiero początek tej opowieści i nie mogę się doczekać jej kontynuacji. Poleciłam ten komiks już wielu osobom i każda z nich odnalazła w nim coś dla siebie. Polecam i Wam!

Potworna MarcyKate Connolly
Najlepsza książka dla dzieci i młodzieży? Oto ona! Potworna była dla mnie prawdziwą niespodzianką i zasługuje na miejsce w tym zestawieniu w stu procentach. Opowiada historię Kymery, młodszej siostry potwora Frankensteina (nie dosłownie oczywiście) i jej ojca, którzy razem ratują dziewczyny z pobliskiego miasta przed czyhającym na nie Doktorem. Oczywiście ta opowieść skrywa w sobie o wiele więcej, dlatego najlepiej ją odkryć bez zbyt wielkiej wiedzy o samej fabule. W tej powieści urzekła mnie atmosfera niepokoju towarzysząca czytelnikowi od pierwszych stron, a także mrok, który jest dość niespotykany w książkach dla tej grupy wiekowej. Dzięki temu czytalnik w każdym wieku znajdzie w niej coś dla siebie.

Aristotle and Dante discover the secrets of the universe Benjamin Alire Sáenz
Recenzja tej książki leży w roboczych od wakacji, może kiedyś znajdę siłę by ją skończyć i opublikować. I tutaj podzielę się fragmentem tej recenzji, która kiedyś ujrzy światło dzienne, obiecuję.
'' Tej historii po prostu nie można nie kochać. Tak, to młodzieżówka, jednak została napisana w tak pięknym w swej prostocie stylu, że zdecydowanie wyróżnia się na tle innych powieści dla młodego czytelnika, a już w szczególności na tle powieści poruszających tematy LGBT. A przynajmniej mi nie zdarzyło się czytać lepszej książki z tego zakresu. Ale przede wszystkim jest to opowieść o przyjaźni, która pomogła naszym bohaterom przekraczać własne granice i w pewnym sensie odmienić własne życie.''

Fangirl Rainbow Rowell
Zdecydowanie najlepsza książka obyczajowa dla młodzieży jaką udało mi się przeczytać w minionym roku. Historia Cath jest prosta, ale urzekająca i urocza. I z bohaterką można się identyfikować: ona sama uwielbia książki, ma obsesję na punkcie bohatera książkowego i pisze fanfiction. W dodatku wątek romantyczny jest przyjemnie skonstruowany. Fangirl to idealna lektura na wieczór lub dwa. 

Wichrowe Wzgórza Emily Brontë
Przy tym miejscu zastanawiałam się pomiędzy Wichrowymi wzgórzami i Dumą i uprzedzeniem. Obie dostały ode mnie 5/5 gwiazdek. Przesądziła jednak kwestia mojego zamiłowania do sag rodzinnych, a taką historię zaoferowała mi właśnie Brontë. O treści chyba nie muszę mówić, to w końcu klasyka klasyki i podejrzewam, że każdy miłośnik książek ma chociażby małe pojęcie o tej książce. 

Rok 1984 George Orwell
Kolejny klasyk. Co zaskakujące to było moje drugie podejście do tej powieści, tym razem zakończone sukcesem. Podobnie jak Wichrowe Wzgórza tej książki nie trzeba nikomu przedstawiać. Lektura obowiązkowa dla każdego bez wyjątku. Jest wymagająca, to prawda, ale zdecydowanie warto ją przeczytać.

Seria Król kruków Maggie Stiefvater
Tak, przeczytałam całą. Tak, nie była bez wad, ale bardzo mi się podobała i dlatego tu jest. Nie chcę się wypowiadać o fabule, ponieważ tą najlepiej poznać samemu. Mogę powiedzieć tyle, że wszystkie ochy i achy są zasłużone i jest to zdecydowanie jedna z najlepszych serii fantastycznych dla młodzieży pełna różnorodności i, co najważniejsze, pokazująca wspaniałą przyjaźń.

Studnia wstąpienia Brandon Sanderson // recenzja
Czymże byłaby ta lista bez Sandersona? W 2016 roku przeczytałam aż pięć jego książek, ale i tak postawiłam na kontynuację Z mgły zrodzonego. Kiedy zaczynałam poznawać tę serię mało kto o niej słyszał, a teraz ozdabia ona co drugie zdjęcie w moim instagramowym feedzie. I nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią na temat oryginalnej trylogii - dopiero seria Waxa i Wayne'a wzbudza odrobinę kontrowersji. To drugi tom w serii, więc nie chcąc spoilerować tutaj, wszystkich zainteresowanych odsyłam do recenzji ze spojlerami.


Najgorsze książki przeczytane w 2016 roku

Przyszedł czas na tą fajniejszą i bardziej kontrowersyjną część tego posta pod tytułem ,,Oliwia wylewa żale i hejtuje uwielbiane przez innych książki''. Od razu podkreślę, że wszystko co napisałam o tych powieściach to moja subiektywna opinia i moim zamiarem nie jest nikogo obrażać. Jeżeli podobały się Wam te książki to super, cieszę się. Niestety ze mną było inaczej. Aha, i jeszcze jedno zanim zaczniemy: kiedy wyrażam swoją opinię o książkach, które bardzo mi się nie podobały często się denerwuję i pluję żarem, więc sorki.

Bez słów Mia Sheridan
Zaczynam z grubej rury, no wiem. Bez złów to zdecydowanie, bezzaprzeczalnie najbardziej głupia i bezsensowna książka jaką przeczytałam nie tylko w tym roku, ale też w całym swoim życiu. Naprawdę ciężko będzie ją przebić. Dlatego nie rozumiem jej fenomenu, nie rozumiem dlaczego ma ona tak absurdalnie wysoką ocenę na LC, nie rozumiem jak można ją przeczytać i nie czuć ogromnej ochoty by krzyczeć i wyrzucić te brednie przez okno, albo wrzucić je w ogień. I najlepsze jest to, że za każdym razem kiedy gdzieś mówię, że nie podobała mi się ta książka spotykam się z niedowierzaniem i hejtem (jak to było na instagramie, gdzie wyraziłam grzecznie i kulturalnie swoją opinię i zostałam nazwana głupią blondynką i małolatą, która nie wie co to prawdziwa miłość. Serio ludzie?). Mam mnóstwo problemów z tą książką i mogłabym o nich się długo rozwodzić (właściwie nie wiem dlaczego nie napisałam recenzji), ale wymienię tylko kilka z nich: przede wszystkim książka przedstawia nierealne i niezdrowe wyobrażenie miłości i związku, styl autorki jest niemal prymitywny, a z ust bohaterów sypią się tak utarte frazesy i banały, że cofało mnie na każdym kroku. Mia Sheridan jest dla mnie skreślona jako autorka, polecam trzymać się od jej powieści z daleka.

Hopeless (recenzja) & Ugly Love Colleen Hoover
Słabego new adult ciąg dalszy. W przypadku pani Hoover dużą rolę odegrały moje wysokie oczekiwania, które nie zostały spełnione. Maybe someday tej samej autorki jest jedną z moim ulubionych książek, a dwie kolejne trafiają do worka rozczarowań. Nie podobało mi się w nich wyolbrzymianie dość nieistotnych, a miejscami nawet głupich spraw do rozmiarów ogromnych dramatów. W Hopeless pierwsza połowa książki była całkiem okej, a drugą najchętniej bym wyrwała i napisała na nowo. Ugly love z kolei po prostu mnie nie porwało: znowu obraz niezdrowej relacji damsko-męskiej i opisy seksu co kilka stron, co w końcu robi się nudne i uciążliwe. Czy będę czytać kolejne powieści tej autorki? Nie wiem, ale to bardzo możliwe, ponieważ jej November 9, które czytałam nie tak dawno nie było takie złe.

Trylogia Czasu (Czerwień rubinu, Błękit szafiru & Zieleń szmaragdu) Kerstin Gier
Legenda narastająca wokół tej serii w ciągu ostatnich dwóch lat mocno podniosła moje oczekiwania względem niej. Bo przecież, skoro trylogia osiąga absurdalne ceny na allegro i nagle każdy chce ją mieć, to musi w niej być coś specjalnego, tak? A wcale, że nieprawda. Ja kupiłam tę serię kilka lat temu i teraz poważnie się zastanawiam nad pozbyciem się jej na dobre. Już od pierwszego tomu byłam mocno zawiedziona ubogim stylem i słabą kreacją bohaterów, a w szczególności samej Gwen, która jak dla mnie była po prostu głupią dziewczyneczką pokrzywdzoną przez cały świat i nie mającą pojęcia czego chce od życia. Z nią miałam najwięcej problemów. Ale zawiodło mnie także nieustanne spychanie podróży w czasie na drugi plan, kiedy na pierwszym pojawiał się Gideon, wielka miłość i podobne. Dla nastolatek to może być satysfakcjonująca lektura, dla mnie niekoniecznie.

Drżenie Maggie Stiefvater
Kolejny hit! Jedna książka Maggie jest w najlepszych, kolejna w najgorszych. Tutaj także miałam dużo problemów z główną bohaterką i jej dziwną obsesją na punkcie wilków i to przez nią ta książka nie podobała mi się tak bardzo jak bym chciała. Może kolejne tomy serii mnie zaskoczą.

Miasto upadłych aniołów Cassandra Clare // recenzja
Tak jak pierwsze trzy książki z serii były nawet w porządku, przy tej kompletnie straciłam nadzieję i od tamtej pory nie przeczytałam nic od Cassie i to się szybko nie zmieni. Jestem na nie, a po więcej odsyłam do recenzji.

Kuracja Samobójców Suzanne Young // recenzja
Pierwszy tom był bardzo dobry, drugi już niekoniecznie. Tak jak wyżej, więcej znajdziecie w mojej recenzji.

Szklany miecz Victoria Aveyard // recenzja
Jak wyżej :)



A o planach na 2017 już wkrótce!


Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).