Pieśń jutra - Samantha Shannon

Znalezione obrazy dla zapytania pieśń jutra
Autor: Samantha Shannon
Tytuł: Pieśń jutra
Tytuł oryginału: The Song Rising
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 26 kwietnia 2017
Liczba stron: 400


Po krwawych i brutalnych walkach Paige Mahoney zyskała niebezpieczną pozycję. Została wybrana Zwierzchniczką. Pod rządami ma teraz całą populację londyńskich kryminalistów. 

Wystąpiła przeciwko Jaxonowi Hallowi. Narobiła sobie żądnych krwi wrogów, z których każdy czeka na jej najmniejszy błąd. Teraz zadanie ustabilizowania sytuacji w podzielonym podziemiu będzie prawdziwym wyzwaniem.
Panowanie Paige może szybko dobiec końca. Wszystko przez wprowadzenie Senshield, śmiertelnej technologii, która przyniesie zgubę społeczności jasnowidzów i… całemu światu, jaki znają.

(lubimyczytac.pl)

Pieśń Jutra kontynuuję historię Paige Mahoney, śniącego wędrowca, dokładnie w momencie, gdzie zakończył się Zakon Mimów. Dziewczyna wygrała walki w Różanym Pierścieniu i została oficjalnie mianowana Zwierzchniczką londyńskiego syndykatu zrzeszającego jasnowidzów. Jednocześnie zdradził ją człowiek, którego podziwiała, i któremu zawdzęczała swoje życie. Jaxon Hall, bo to właśnie o nim mowa, opowiedział się po stronie wroga i stanął przeciwko swojej faworycie. Teraz, gdy Paige znajduje się u szczytu władzy i każdy liczy się z jej zdaniem, może wreszcie wpłynąć na polepszenie życia jasnowidzów i zapewnić im bezpieczeństwo, kiedy prace nad udoskonaleniami do Tarczy Czuciowej wchodzą w kolejną fazę.

Obawiam się, że tym razem autorce nie udało się mnie zachwycić. Dwa pierwsze tomy serii zawładnęły moim sercem. Po przeczytaniu Zakonu Mimów nie mogłam się pozbierać przez kilka tygodni i chciałam dostać kontynuację jak najszybciej się da. Czekałam dwa lata tylko po to by się rozczarować, co niesamowicie mnie smuci. Myślę, że gdyby oczekiwanie było krótsze moja ekscytacja przygodami Paige nie zmalałaby aż do tego stopnia. Nie zrozumcie mnie źle, Pieśń jutra nie jest złą książką, ale wypada średnio w porównaniu do wcześniejszych części Czasu Żniw. Przez długi czas nie mogłam się w nią wgryźć, a kiedy nareszcie świat przedstawiony zaczął mnie wciągać, akcja znacznie zwolniła, co sprawiało, że odkładałam książkę na bok. Zabrakło jakiegoś polotu, fascynacji wydarzeniami, która trzymałaby mnie w garści i nie pozwoliła oderwać się choćby na chwilę od akcji.

Częste przerzucanie akcji w różne miejsca uczyniło ją mało interesującą. Zdecydowanie przyjemniej czytałoby mi się o życiu syndykatu w Sajonie Londyn, o tym jak Paige radzi sobie w roli Zwierzchniczki. Czytelnik dostaje jedynie przebłyski nowej sytuacji, która drastycznie się zmieniła. Co stało się ze zwolennikami Hektora, co ze sprzymierzeńcami Jaxona? Wiem, że Tarcza Czuciowa jest ważna i na tyle niebezpieczna, by poświęcać jej dużo uwagi, ale serio? Czterysta stron oscylujących wokół wynalazku, którego działanie nie jest nawet dobrze wyjaśnione? Shannon miała wspaniałe możliwości poprowadzenia fabuły w innym kierunku, ale skupiła się tylko na jednym aspekcie historii. No cóż, może w kolejnych tomach autorka zdecyduje się wrócić do zawiłych intryg i niespodziewanych zwrotów akcji, do których tak nas przyzwyczaiła.

Polska blogosfera w większości się ze mną nie zgadza i wychwala tę książkę. Jak dla mnie jest to zdecydowanie najsłabszy tom w serii, co nie zmienia jednak faktu, że nadal interesują mnie dalsze losy bohaterów i mam zamiar kontynuować czytane kolejnych tomów kiedy tylko będą się pojawiać. Ale to tylko moja opinia. Sięgnijcie więc po Pieśń Jutra i zweryfikujcie moje słowa, może dla Was będzie to najlepszy dodatek do uniwersum Czasu Żniw

W poszukiwaniu własnego miejsca na świecie // Dziecko Odyna - Siri Pettersen


Znalezione obrazy dla zapytania dziecko odyna
Autor: Siri Pettersen
Tytuł: Dziecko Odyna
Tytuł oryginału: Odinsbarn
Seria: Krucze Pierścienie
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 17 maja 2016
Liczba stron: 648


Dziecko Odyna to debiutancka powieść norweskiej autorki Siri Pettersen, a także pierwsza część trylogii Krucze Pierścienie. Jak do tej pory w Polsce zostały wydane jej dwa tomy, trzeci natomiast ukaże się w styczniu nakładem wydawnictwa Rebis.

Historię poznajemy z kilku narracyjnych punktów widzenia, jednak najważniejsze wśród nich są głosy Hirki i Rimego. Powieść rozpoczyna się kilka miesięcy przed Rytuałem, obrządkiem dzielącym dzieciństwo i dorosłość każdego ætlinga zamieszkującego krainę Ym. Wśród tych, którzyd do niego podejdą, znajduje się piętnastoletnia Hirka. Dziewczyna, która utraciła swój ogon jako małe dziecko, co sprawiło, że w swojej wiosce jest niemałą sensacją. Ponadto nie potrafi czerpać Evny, siły płynącej z ziemi magicznie wspomagającej każdego ogoniastego, a będzie to sprawdzane podczas Rytuału. Cel podobnego testu jest prosty – ma wyeliminować tych, którzy stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Hirka musi podjąć decyzję: uciekać czy podjąć próbę oszukania systemu?

Trzeba przyznać, że Siri Pettersen nie poszła na łatwiznę podczas pisania swojej debiutanckiej powieści. Przygotowując się do opowiedzenia historii Hirki zrobiła porządny research na temat mitologii nordyckiej, języka i kultury ludów staronordyckich. Korzystała z pomocy szeregu specjalistów w tych dziedzinach, a także geologa i trenera kruków, by jej powieść mogła być jak najbardziej zgodna z wierzeniami starożytnych zamieszkujących półwysep skandynawski.

Już od samego początku świat wykreowany przez Pettersen intryguje i kusi by poznać go. Dziecko Odyna to wręcz powiew świeżości w powieści młodzieżowej, gdzie wszystko już było. Przez pierwsze 200-300 stron tak właśnie jest. Później rozpoczyna się znana, lecz nie przez wszystkich lubiana walka jednostki z systemem, który manipuluje społeczeństwem dla własnych korzyści. Nie jest to jednak najważniejszy wątek, ważny, owszem, ale nie najważniejszy. Pettersen na pierwszym miejscu postawiła bowiem problem tożsamości i poszukiwanie miejsca na świecie przez główną bohaterkę.

Na uwagę zasługuje także wątek religijny. W uniwersum Dziecka Odyna ludy ætlingów wierzą i wysławiają Widzącego, boga, który trzy tysiące lat wcześniej zdradził swoją rasę, by uratować całkowicie obcy mu świat i jego mieszkańców. Jego obecność i ingerencja w codzienne życie nie jest przez nikogo kwestionowana, o co zresztą dba mająca ponoć bezpośredni kontakt z bóstwem Rada. Warto zaznaczyć, że Pettersen w swojej powieści adekwatnie odbija kondycję wiary we współczesnych czasach, co jest niespotykane w literaturze dla młodzieży.

Choć Dziecko Odyna jest książką dobrą, Pettersen nie uniknęła kilku niedociągnięć czy wpadek. Pierwszym z nich jest schematyczność głównej linii fabularnej. Dziewczyna, która różni się od wszystkich, nagle dowiaduje się, że jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. Nie wie, co robić, więc rozpętuje rewolucję, a gdzieś w międzyczasie zakochuje się w chłopaku. Brzmi znajomo, prawda? W kilku momentach Pettersen wrzuciła w usta Hirki słowa, które miały brzmieć ironicznie, sarkastycznie czy nawet śmiesznie, a jedynie wywołały u mnie niesmak i zażenowanie. Sporą wadą jest także niezdecydowanie głównej bohaterki i podejmowane przez nią irracjonalne decyzje.

Nie da się również zignorować pewnych luk w dynamicznych opisach wydarzeń. Momentami naprawdę ciężko jest odnaleźć się w akcji, ponieważ nie o wszystkich wydarzeniach informuje nas narracja. Tym sposobem w jednej z sytuacji Hirka nagle znika z pola widzenia czytelnika i pojawia się w zupełnie innym miejscu, co bardzo szybko wytrąca czytelnika z równowagi i skutkuje w czytaniu jednego akapitu kilka razy tylko po to, by się zorientować w tym, co się dzieje.

Dziecko Odyna to dość ciekawa pozycja dla fanów fantastyki młodzieżowej, może ona jednak nie sprostać wymaganiom osoby oczytanej w fantastyce. Jest to jednakże książka, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Na jej korzyść przemawiają inspiracje mitologią nordycką i całkiem zgrabna linia fabularna, natomiast na niekorzyść lekkie niedociągnięcia w prowadzeniu narracji i wspomniana schematyczność. Jednak mimo wszystko warto dać szansę debiutanckiej powieści Siri Pettersen, chociażby po to by samemu ocenić, jak autorka wykorzystała mitologię do stworzenia fantastycznej opowieści o poszukiwaniu samego siebie i pokonywaniu przeciwności losu.

Przeczytane w ostatnim czasie


Wracam do żywych? Może. Ostatnio nie mogę się nawet zmusić by wejść na bloggera i otworzyć okno Nowy post. Ogarnęło mnie dziwne zniechęcenie wobec pisania o książkach. Nadal chcę o nich mówić i je Wam polecać, ale ta forma mnie nudzi i męczy i nie jestem pewna co z tym zrobić. Pożyjemy, zobaczymy. Ale dość regularnie działam na Goodreads, więc zapraszam do obserwowania mnie właśnie tam: Blondynka na Goodreads.
Tymczasem zapraszam na krótkie czytelnicze podsumowanie trzech pierwszych miesięcy tego roku.

Najwięcej czytałam fantastyki! Czy kogoś to jeszcze dziwi? Nie sądzę. Nowy rok zaczęłam przy lekturze Szóstki Wron Leigh Bardugo, która bardzo mi się podobała, chociaż coś mi w niej zgrzytało. I niedługo będę czytać drugi tom serii, co będzie pewnie równie ciekawą przygodą jak lektura pierwszego. Pod koniec ferii postanowiłam zabrać się za kolejnego Sandersona i padło na Elantris, i chyba nie muszę mówić, że pokochałam tą historię. Aż szkoda, że nie ma kontynuacji! Następnie przeczytałam książkę The Call. Wezwanie w ramach współpracy w wydawnictwem Czwarta Strona. Nie jestem pewna, czy książkę tą można już dostać, ale na skrzydełku możecie, lub będziecie mogli znaleźć moją rekomendację. W lutym zaopatrzyłam się w kilka książek Gaimana, ponieważ chcę rozpocząć swoją przygodę z tym autorem. Na pierwszy ogień poszłedł Ocean na końcu drogi, który był całkiem interesujący i zdecydowanie zachęcił mnie do jak najszybszego sięgnięcia po kolejne powieści tego pana. Przedostatnią pozycją w tej kategorii jest Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida, czyli kolejny Sanderson. I po tej lekturze mogę stwierdzić, że raczej nie zostanę fanką powieści dla młodzieży spod pióra mistrza. Gdzieś w między czasie słuchałam sobie słuchowiska kolejnej części Wiedźmina, a mnianowicie Krwi Elfów w produkcji wydawnictwa Fonopolis. Nie wiem ile razy polecałam Wam, by zapoznać się, by dać szansę Wiedźminowi w takim wydaniu, ale zrobię to jeszcze raz: polecam słuchowiska od Fonopolis, nie zawiedziecie się, obiecuję.

W tym roku postanowiłam czytać więcej komiksów i powieści graficznych i w związku z tym zaprzyjaźniłam się z krakowską Arteteką. Jak do tej pory udało mi się zapoznać się z czterema tomami Chew, minimalistycznym Mooncop, oraz pierwszą częścią Mausa, Gigantyczej brody, która była złem i Persepolis. Czeka mnie jeszcze mnóstwo nadrabiania jeśli chodzi o gatunek, jakim jest komiks i już nie mogę się doczekać na kolejne wyśmienite lektury! Planuję w najbliższym czasie zrobić post o powieściach graficznych właśnie i tam będzie więcej o tym i innych, które przeczytam w najbliższej przyszłości.

Kolejna kategoria to książki, które przeczytałam na studia. I tu będą same klasyki.
The Picture of Dorian Grey Wilde'a przez bardzo długi czas był na mojej liście książek, które koniecznie chcę przeczytać i ostatecznie zmotywowało mnie do tego pojawienie się tej pozycji wśród lektur wymaganych na egzamin z literatury brytyjskiej. Natomiast książki Saturday Iana McEwana i The Collector Johna Flawesa przeczytałam na zajęcia o nazwie Altered States, na które bardzo chętnie zapisałabym się ponownie. No i nie mogę nie wspomnieć o przeczytanej niedawno Do latarni morskiej Virginii Woolf i tej z końca marca - The Birthday Party Pintera, czyli moim spektakularnym powrocie do czytania dramatów.

I na koniec książki, których nie mogłam przyporządkować do żadnej z powyższych kategorii, a wśród nich: uroczy Pax, Milczenie Shusaku Endo przeczytane specjalnie by potem obejrzeć film, Broadchurch Erin Kelly, ponieważ serial jest genialny, to czemu by nie spróbować z powieścią? I na koniec Sinners in the Hands of An Angry God Jonathana Edwardsa, które teoretycznie mogłabym podpiąć pod klasyki, ale niech już zostanie tutaj.

Tak zaczęłam rok 2017. I niech ten post będzie nowym początkiem, może wreszcie zmobilizuję się do regularnego pisania. Trzymajcie kciuki i do następnego!

W otchłani wirtualnego świata // Recenzja Username: Evie - Joe Sugg


Znalezione obrazy dla zapytania username evie

Autor: Joe Sugg
Tytuł: Username: Evie
Tytuł oryginału: Username: Evie
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 06.2016
Liczba stron: 182

Joe Sugg to brytyjski YouTuber. Jego kanał, ThatcherJoe ma ponad 6 milionów subskrybentów. Znajdziemy na nim głównie materiały o charakterze komediowym, na przykład, gdy naśladuje głosy znanych postaci, czyta swój pamiętnik sprzed kilku lat oraz robi żarty zarówno swoim przyjaciołom jak i zupełnie obcym osobom. Sukces zawdzięcza po części swojej starszej siostrze Zoe, która w Internecie działa pod pseudonimem Zoella, która zmotywowała Sugga do rozpoczęcia działalności w sieci.

Username: Evie to powieść graficzna, w której śledzimy losy tytułowej Evie, przeciętnej dziewczyny, która nie może znaleźć swojego miejsca na świecie. Można wręcz powiedzieć, że jest kozłem ofiarnym, szczególnie w szkole, gdzie wszyscy się z niej nabijają. Jedynie w domu dziewczyna czuje się naprawdę bezpiecznie, szczególnie kiedy zamyka się w… lodówce, co podobno pomaga jej się uspokoić i skupić. Evie mieszka z ojcem, który mimo poważnego stanu zdrowia nadal zajmuje się swoją pasją, czyli programowaniem. Akcja nabiera tempa, kiedy jedyny rodzic Evie umiera, a dziewczyna znajduje na swoim laptopie tajemniczy program.

Wśród publikacji gwiazd YouTube’a, Username: Evie to zdecydowanie coś nowego. Nie jest to ani biografia, ani książka z zadaniami do wykonania, ani nawet powieść, a powieść graficzna. Joe uzasadnia wybór tej formy w przedmowie, powołując się na swoje zainteresowanie tworzeniem komiksów, co było zresztą również częścią jednego z jego szkolnych zadań domowych. Powieść graficzną stworzoną przez Sugga i jego ekipę można bez wahania nazwać powiewem świeżości, czymś nowym i ekscytującym dla wszystkich osób śledzących poczynania YouTuberów na rynku książki.

Biorąc pod uwagę grafikę komiksowi nie można nic zarzucić. Od pierwszych stron oczy cieszą piękne i starannie wykonane ilustracje, za które odpowiedzialni są Amrit Birdi oraz Joaquin Pereyra. Skupiając się na fabule… no cóż, tu już nie jest tak idealnie. Sam pomysł na opowieść rozgrywającą się w dużej mierze w przestrzeni wirtualnej jest ciekawy, jednak zawarcie go w 184 stronach niekoniecznie było dobrym pomysłem. Wszystko rozgrywa się bardzo szybko i w małym odstępie czasowym, przez co jest nienaturalne, można nawet powiedzieć, że sztuczne. Moim zdaniem ta historia mogłaby zostać opowiedziana w co najmniej dwóch tomach. Taki zabieg pozwoliłby na znaczne rozwinięcie i dopracowanie wątków pobocznych, które zostały potraktowane w kilku przypadkach po macoszemu.

Moim kolejnym problemem z tą powieścią graficzną jest duża dawka narracji głównej bohaterki. Autor najwidoczniej poczuł potrzebę, by czytelnik poznał całą historię Evie poprzedzającą rozpoczęcie komiksowej historii, co wydaje mi się zbędne. Czytelnik dostaje praktycznie wszystko podane na tacy, autor nie pozostawia miejsca na domysły. Z jednej strony można by uznać ten zabieg za celowe zarysowanie tła, które pomoże w lepszym zrozumieniu historii, jednak nie sądzę by było to konieczne w tym przypadku. Wrzucenie nas na głęboką wodę z małą dawką informacji o Evie i jej życiu, mógłby powoli odkrywać wszystkie interesujące fakty o tej postaci oraz o tym, jak ukształtowała ją przeszłość.

Mimo tych kilku problemów, których doświadczyłam podczas czytania Username: Evie, nie mogę powiedzieć, że lektura mi się nie podobała. Jak wspominałam wcześniej w powieści graficznej Sugga na przyzwoitym poziomie stoi kreska oraz kolor, co w dużej mierze wynagradza niedociągnięcia fabularne. Dodatkowo jest to szybka i przyjemna lektura, która zajmie wam dosłownie pół godziny, więc może warto poświęcić jej swoją uwagę. I oczywiście jest to pozycja obowiązkowa dla fanów internetowej działalności Joe Sugga.


Recenzja napisana dla portalu Gildia.pl

Recenzja przedpremierowa // Księga snów - Nina George

Autor: Nina George
Tytuł: Księga snów
Tytuł oryginału: Die Traumbuch
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 02.2017

Nigdy nie czytałam żadnej książki autorstwa Niny George i częściowo właśnie dlatego kiedy nadarzyła się okazja postanowiłam dać wreszcie szansę tej autorce i jej prozie, Poprzednie powieści George wydane w Polsce cieszą się dużą popularnością i pozytywnymi recenzjami, więc jedynym słusznym wyborem, kiedy dostałam propozycję recenzji było zgodzenie się i podejście do lektury z entuzjazmem. Dokładnie tak zrobiłam, gdy po raz pierwszy zanurzyłam się w prozie Niny George. 

Henri. Reporter wojenny. Żył w ciągłym zagrożeniu, jednak najbardziej przerażał go stały związek i założenie rodziny. Ratuje tonącą dziewczynkę, ale sam zapada w śpiączkę.

Eddie. Redaktorka w wydawnictwie. Kiedyś związana z Henrim. Jej ustabilizowane życie burzy informacja, że uczynił ją odpowiedzialną za podejmowanie wszystkich decyzji dotyczących jego leczenia.
Sam. Wyjątkowo inteligentny i wrażliwy trzynastolatek. Łatwo rozpoznaje uczucia innych, a emocje opisuje za pomocą kolorów. Marzy o tym, aby w końcu poznać ojca, którego losy śledził przez całe życie.
Przeszłość i teraźniejszość, rzeczywistość i marzenia, prawda i to, co się prawdą wydaje, splatają się w jedną historię. Ścieżki trójki bohaterów krzyżują się w krainie snów, gdzie zacierają się granice, a wspomnienia dają drugą szansę na życie. -lubimyczytac.pl


W swojej powieści George próbuje zgłębić znaczenie snów dla człowieka pogrążonego w śpiączce czy zawieszonego pomiędzy światami. Sam, Henri i Eddie, którzy są narratorami w powieści indywidualnie starają się odkryć moc snów oraz ich funkcję. Czy mogą służyć jako linia komunikacji pomiędzy ludźmi pogrążonymi w śpiączce, a światem zewnętrznym utożsamianym z bliskimi im osobami?

George umie pisać, tego nie można jej odmówić. Bardzo rozważnie posługuje się językiem, szczególnie jeśli chodzi o jego figuratywność. Kreacja bohaterów jest także niczego sobie, szczególnie jeśli chodzi o postaci Henry'ego i Eddie. Sam początek powieści bardzo mi się spodobał, dlatego czuję się trochę rozczarowana tym, co znalazłam w jej dalszej części. O ile linia fabularna jest bardzo interesująca i niebanalna, to elementy realizmu magicznego pojawiające się w scenach walki osoby pogrążonej w śpiączce zupełnie zepsuły mi całe doświadczenie. Autorka w zbyt romantyczny sposób podeszła do tematu, przez co niektóre aspekty książki były sztucznie wyolbrzymione i na siłę uszlachetnione. Nie zaskoczyła dla mnie także historia Maddie i splatanie jej losów z Samem.

Księga snów jest pełna kulturowych nawiązań (m.in. do Doctora Who i Gry o Tron), których pojawianie się za każdym razem wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Po prostu uwielbiam, kiedy w książkach występuje intertekstualność, nic na to nie poradzę.

Najnowsza książka Niny George świetnie sprawdzi się podczas długich zimowych wieczorów. Historia Sama, Henriego i Eddie intryguje od samego początku, wciąga i angażuje, trudno się od niej oderwać. Jest to powieść bardzo przyjemna, niektórzy mogą uznać ją także za inspirującą i motywującą do działania. Dla mnie jednak jest to jedna z tych książek, które w żaden sposób nie zmieniają życia, czy sposobu postrzegania niektórych problemów. Ot, bardzo dobrze napisane czytadło, które po przeczytaniu szybko wylatuje z głowy. Muszę jednak dodać, że po tej lekturze jestem ciekawa wcześniejszych powieści tej autorki i na pewno sięgnę po którąś z nich jeszcze w tym roku. Tymczasem polecam Wam Księgę snów!

★★★★★★☆☆☆☆

Nie poddawaj się - Rainbow Rowell


Znalezione obrazy dla zapytania nie poddawaj się rowell
Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Nie poddawaj się
Tytuł oryginału: Carry on
Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 12.10.2016
Liczba stron: 512

Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.
Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.


Podchodziłam do tej książki z wielkimi obawami, ponieważ żywiłam do niej ogromne nadzieje. Chciałam żeby sprostała moim oczekiwaniom, które rosły z każdą entuzjastyczną recenzją, którą przeczytałam czy obejrzałam gdzieś w internecie. Miałam wiele wątpliwości, jedną z nich był wątek homoseksualny i jego umiejscowienie w tej opowieści. Nie wzięły się one znikąd. Już podczas lektury Fangirl fragmenty fanfica pisanego przez Cath, które byly umieszczone bodajże przed każdym rozdziałem nie przypadły mi do gustu i uważałam je za zbędne. Ale skoro wszyscy się zachwycają, to ta historia musi mieć to coś, prawda?


Moje początki z Nie poddawaj się były trudne, ponieważ wszystko przypominało mi Harry'ego Pottera. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział Rowell wzorowała się na książkach Rowling i nie jest żadną tajemnicą, że Nie poddawaj się jest inspirowane powieściami brytyjskiej autorki. Dla mnie była to przeszkoda, której nie spodziewałam się pokonać w trakcie czytania. Starałam się, ale poprzekręcane nazwy i podobni bohaterowie sprawiały, że czułam się bardzo niepewnie i obawiałam się, że to będzie pierwsza książka Rowell, która mi się nie spodoba. Na szczęście tak się nie stało.


W pewnym momencie lektura stała się o wiele bardziej znośna i przyjemniejsza, a wszelakie nawiązania do HP przestały mi wadzić. Linia fabularna się rozkręciła, a ja przewracałam kolejne strony w zawrotnym tempie. Nawet nie wiem kiedy bez pamięci zakochałam się w tej historii i jej bohaterach. Szczególnie sympatyzowałam z Bazem. Jego postać uważam także za najbardziej ciekawą i najlepiej wykreowaną. To właśnie ten chłopiec przechodził wewnętrzne bitwy z samym sobą, potrafił doskonale ukrywać swoje emocje i gardzić wszystkimi dookoła, nawet osoby, które coś dla niego znaczyły. Urzekła mnie jego dwulicowość. Z pozoru zamknięty, nieprzyjemny introwertyk, a tak naprawdę potrzebujący zrozumienia i przyjaźni Basil.

Największymi plusami powieści są styl autorki, który jest bardzo przystępny, a jednocześnie w świetny sposób kreuje atmosferę magii i tajemnicy oraz szybkość, z jaką można ją przeczytać. To jedna z tych książek, którą można zacząć i skończyć w jeden wieczór, tak bardzo jest wciągająca i zajmująca. Po kilkudziesięciu stronach czytelnik automatycznie sympatyzuje z głównymi bohaterami i razem z nimi przeżywa pełną niespodzianek przygodę.

Nie poddawaj się to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy pokochali Fangirl. Jest to powieść, w której na każdej stronie czuć magię. No i na pewno przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom twórczości fanowskiej, ponieważ ta historia jest niczym innym jak fanfiction właśnie. Książkę naprawdę warto przeczytać, szczególnie jeśli proza Rainbow Rowell nie jest Ci obca. Gorąco polecam!

Najlepsze książki i największe czytelnicze rozczarowania 2016 roku

Uh... dawno mnie tu nie było, no wiem. Ostatnie dwa miesiące były mieszanką dużej ilości pracy na studia, ponowną fascynacją serialami i ogólnego zmęczenia materiału. Nie wiem czy to przejściowa zmiana nastawienia, ale pisanie recenzji nie przynosi mi już tak dużej satysfakcji jak kiedyś, a co za tym idzie nie mogę się zmusić, żeby kilka razy w tygodniu usiąść i pracować nad tekstem poświęconym stricte jednej książce. 

Ale mamy nowy rok i postanowiłam wykorzystać ten fakt jako pretekst do zmiany formy tego bloga. Co będzie wyglądało inaczej: przede wszystkim będzie mniej pojedynczych recenzji i więcej recenzji zbiorczych. Reszty jeszcze nie jestem pewna, ale możecie spodziewać się regularnych polecajek i czytelniczych podsumowań, które w ostatnich miesiącach zaniedbałam. No i bardzo chciałabym by powróciły stosiki, bo sama tęsknię za ich pisaniem. 

Tyle w kwestii wyjaśnień, a teraz przejdźmy do rzeczy naprawdę istotnych tj. najlepszych i najgorszych książek 2016 roku. Ogólnie w tym roku udało mi się przeczytać 115 książek (na Goodreads ten wynik jest wyższy, ponieważ dodawałam tam także przeczytane opowiadania) i jest to wynik bardzo dobry i cieszę się, że udało mi się go osiągnąć. Przeczytałam mnóstwo wspaniałych książek, ale niestety przydarzyło mi się kilka nieprzyjemnych doświadczeń i przykrych zawodów, o których Wam dzisiaj opowiem.

Zanim zaczniemy łapcie kilka linków:
Mój rok w książkach: Goodreads


Najlepsze książki przeczytane w 2016

Kompletując tą listę starałam się skupiać na różnorodności gatunkowej wybranych książek. Pierwotnie obsadziłam większość miejsc klasykami literatury, których w tym roku przeczytałam całkiem sporo, ale każdy i tak wie, że są wspaniałe, więc w ostateczności wybrałam więcej powieści wydanych w ostatnich latach.

Wiedźmin. Ostatnie życzenie & Miecz przeznaczenia Andrzej Sapkowski
Pamiętam, że umieszczałam te książki na mojej liście planów na 2016 rok i udało mi się je poznać już w styczniu. Celowo nie użyłam słowa 'przeczytać', ponieważ dwa zbiory opowiadań z uniwersum Wiedźmina poznałam w formie wspaniałych słuchowisk produkcji wydawnictwa Fonopolis. Już od kilku lat chciałam zacząć poznawać przygody Geralta (to w końcu nasza narodowa duma, daa), bo uważam, że skoro ta seria robi taką furorę zarówno w granicach naszego kraju jak i poza nimi, to każdy wielbiciel fantastyki powinien ją przeczytać. I jeśli jest wśród Was ktoś, kto niby by chciał, ale nie jest pewien, to polecam właśnie słuchowiska.

Polska odwraca oczy Justyna Kopińska
Reportaże Kopińskiej zdobywają nagrody nie bez powodu. Są do bólu prawdziwe i przez to szokują i zapierają dech w piersiach. Po tej lekturze targało mną mnóstwo sprzecznych emocji i zapragnęłam poznać nieco lepiej gatunek jakim jest reportaż (co mam nadzieję stanie się w 2017 roku). Jest to także jednak z tych książek, które pożyczam najczęściej, ponieważ chcę żeby wszyscy ją znali. Także nawet jeśli nie jest Wam po drodze z reportażami to możecie dać szansę zbiorowi Polska odwraca oczy, na pewno się nie zawiedziecie,

Saga vol.1-vol.5 Brian K. Vaughan & Fiona Staples
W tym roku zaczęłam także swoją przygodę z komiksami i to w dobrym stylu. Nawet nie wiem jak to się stało, ale udało mi się poznać wszystkie wydane jak do tej pory w Polsce tomy Sagi. Pełna akcji, humoru i międzyplanetarnych intryg historia Vaughana w połączeniu z kreską Staples jest strzałem w dziesiątkę. To dopiero początek tej opowieści i nie mogę się doczekać jej kontynuacji. Poleciłam ten komiks już wielu osobom i każda z nich odnalazła w nim coś dla siebie. Polecam i Wam!

Potworna MarcyKate Connolly
Najlepsza książka dla dzieci i młodzieży? Oto ona! Potworna była dla mnie prawdziwą niespodzianką i zasługuje na miejsce w tym zestawieniu w stu procentach. Opowiada historię Kymery, młodszej siostry potwora Frankensteina (nie dosłownie oczywiście) i jej ojca, którzy razem ratują dziewczyny z pobliskiego miasta przed czyhającym na nie Doktorem. Oczywiście ta opowieść skrywa w sobie o wiele więcej, dlatego najlepiej ją odkryć bez zbyt wielkiej wiedzy o samej fabule. W tej powieści urzekła mnie atmosfera niepokoju towarzysząca czytelnikowi od pierwszych stron, a także mrok, który jest dość niespotykany w książkach dla tej grupy wiekowej. Dzięki temu czytalnik w każdym wieku znajdzie w niej coś dla siebie.

Aristotle and Dante discover the secrets of the universe Benjamin Alire Sáenz
Recenzja tej książki leży w roboczych od wakacji, może kiedyś znajdę siłę by ją skończyć i opublikować. I tutaj podzielę się fragmentem tej recenzji, która kiedyś ujrzy światło dzienne, obiecuję.
'' Tej historii po prostu nie można nie kochać. Tak, to młodzieżówka, jednak została napisana w tak pięknym w swej prostocie stylu, że zdecydowanie wyróżnia się na tle innych powieści dla młodego czytelnika, a już w szczególności na tle powieści poruszających tematy LGBT. A przynajmniej mi nie zdarzyło się czytać lepszej książki z tego zakresu. Ale przede wszystkim jest to opowieść o przyjaźni, która pomogła naszym bohaterom przekraczać własne granice i w pewnym sensie odmienić własne życie.''

Fangirl Rainbow Rowell
Zdecydowanie najlepsza książka obyczajowa dla młodzieży jaką udało mi się przeczytać w minionym roku. Historia Cath jest prosta, ale urzekająca i urocza. I z bohaterką można się identyfikować: ona sama uwielbia książki, ma obsesję na punkcie bohatera książkowego i pisze fanfiction. W dodatku wątek romantyczny jest przyjemnie skonstruowany. Fangirl to idealna lektura na wieczór lub dwa. 

Wichrowe Wzgórza Emily Brontë
Przy tym miejscu zastanawiałam się pomiędzy Wichrowymi wzgórzami i Dumą i uprzedzeniem. Obie dostały ode mnie 5/5 gwiazdek. Przesądziła jednak kwestia mojego zamiłowania do sag rodzinnych, a taką historię zaoferowała mi właśnie Brontë. O treści chyba nie muszę mówić, to w końcu klasyka klasyki i podejrzewam, że każdy miłośnik książek ma chociażby małe pojęcie o tej książce. 

Rok 1984 George Orwell
Kolejny klasyk. Co zaskakujące to było moje drugie podejście do tej powieści, tym razem zakończone sukcesem. Podobnie jak Wichrowe Wzgórza tej książki nie trzeba nikomu przedstawiać. Lektura obowiązkowa dla każdego bez wyjątku. Jest wymagająca, to prawda, ale zdecydowanie warto ją przeczytać.

Seria Król kruków Maggie Stiefvater
Tak, przeczytałam całą. Tak, nie była bez wad, ale bardzo mi się podobała i dlatego tu jest. Nie chcę się wypowiadać o fabule, ponieważ tą najlepiej poznać samemu. Mogę powiedzieć tyle, że wszystkie ochy i achy są zasłużone i jest to zdecydowanie jedna z najlepszych serii fantastycznych dla młodzieży pełna różnorodności i, co najważniejsze, pokazująca wspaniałą przyjaźń.

Studnia wstąpienia Brandon Sanderson // recenzja
Czymże byłaby ta lista bez Sandersona? W 2016 roku przeczytałam aż pięć jego książek, ale i tak postawiłam na kontynuację Z mgły zrodzonego. Kiedy zaczynałam poznawać tę serię mało kto o niej słyszał, a teraz ozdabia ona co drugie zdjęcie w moim instagramowym feedzie. I nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią na temat oryginalnej trylogii - dopiero seria Waxa i Wayne'a wzbudza odrobinę kontrowersji. To drugi tom w serii, więc nie chcąc spoilerować tutaj, wszystkich zainteresowanych odsyłam do recenzji ze spojlerami.


Najgorsze książki przeczytane w 2016 roku

Przyszedł czas na tą fajniejszą i bardziej kontrowersyjną część tego posta pod tytułem ,,Oliwia wylewa żale i hejtuje uwielbiane przez innych książki''. Od razu podkreślę, że wszystko co napisałam o tych powieściach to moja subiektywna opinia i moim zamiarem nie jest nikogo obrażać. Jeżeli podobały się Wam te książki to super, cieszę się. Niestety ze mną było inaczej. Aha, i jeszcze jedno zanim zaczniemy: kiedy wyrażam swoją opinię o książkach, które bardzo mi się nie podobały często się denerwuję i pluję żarem, więc sorki.

Bez słów Mia Sheridan
Zaczynam z grubej rury, no wiem. Bez złów to zdecydowanie, bezzaprzeczalnie najbardziej głupia i bezsensowna książka jaką przeczytałam nie tylko w tym roku, ale też w całym swoim życiu. Naprawdę ciężko będzie ją przebić. Dlatego nie rozumiem jej fenomenu, nie rozumiem dlaczego ma ona tak absurdalnie wysoką ocenę na LC, nie rozumiem jak można ją przeczytać i nie czuć ogromnej ochoty by krzyczeć i wyrzucić te brednie przez okno, albo wrzucić je w ogień. I najlepsze jest to, że za każdym razem kiedy gdzieś mówię, że nie podobała mi się ta książka spotykam się z niedowierzaniem i hejtem (jak to było na instagramie, gdzie wyraziłam grzecznie i kulturalnie swoją opinię i zostałam nazwana głupią blondynką i małolatą, która nie wie co to prawdziwa miłość. Serio ludzie?). Mam mnóstwo problemów z tą książką i mogłabym o nich się długo rozwodzić (właściwie nie wiem dlaczego nie napisałam recenzji), ale wymienię tylko kilka z nich: przede wszystkim książka przedstawia nierealne i niezdrowe wyobrażenie miłości i związku, styl autorki jest niemal prymitywny, a z ust bohaterów sypią się tak utarte frazesy i banały, że cofało mnie na każdym kroku. Mia Sheridan jest dla mnie skreślona jako autorka, polecam trzymać się od jej powieści z daleka.

Hopeless (recenzja) & Ugly Love Colleen Hoover
Słabego new adult ciąg dalszy. W przypadku pani Hoover dużą rolę odegrały moje wysokie oczekiwania, które nie zostały spełnione. Maybe someday tej samej autorki jest jedną z moim ulubionych książek, a dwie kolejne trafiają do worka rozczarowań. Nie podobało mi się w nich wyolbrzymianie dość nieistotnych, a miejscami nawet głupich spraw do rozmiarów ogromnych dramatów. W Hopeless pierwsza połowa książki była całkiem okej, a drugą najchętniej bym wyrwała i napisała na nowo. Ugly love z kolei po prostu mnie nie porwało: znowu obraz niezdrowej relacji damsko-męskiej i opisy seksu co kilka stron, co w końcu robi się nudne i uciążliwe. Czy będę czytać kolejne powieści tej autorki? Nie wiem, ale to bardzo możliwe, ponieważ jej November 9, które czytałam nie tak dawno nie było takie złe.

Trylogia Czasu (Czerwień rubinu, Błękit szafiru & Zieleń szmaragdu) Kerstin Gier
Legenda narastająca wokół tej serii w ciągu ostatnich dwóch lat mocno podniosła moje oczekiwania względem niej. Bo przecież, skoro trylogia osiąga absurdalne ceny na allegro i nagle każdy chce ją mieć, to musi w niej być coś specjalnego, tak? A wcale, że nieprawda. Ja kupiłam tę serię kilka lat temu i teraz poważnie się zastanawiam nad pozbyciem się jej na dobre. Już od pierwszego tomu byłam mocno zawiedziona ubogim stylem i słabą kreacją bohaterów, a w szczególności samej Gwen, która jak dla mnie była po prostu głupią dziewczyneczką pokrzywdzoną przez cały świat i nie mającą pojęcia czego chce od życia. Z nią miałam najwięcej problemów. Ale zawiodło mnie także nieustanne spychanie podróży w czasie na drugi plan, kiedy na pierwszym pojawiał się Gideon, wielka miłość i podobne. Dla nastolatek to może być satysfakcjonująca lektura, dla mnie niekoniecznie.

Drżenie Maggie Stiefvater
Kolejny hit! Jedna książka Maggie jest w najlepszych, kolejna w najgorszych. Tutaj także miałam dużo problemów z główną bohaterką i jej dziwną obsesją na punkcie wilków i to przez nią ta książka nie podobała mi się tak bardzo jak bym chciała. Może kolejne tomy serii mnie zaskoczą.

Miasto upadłych aniołów Cassandra Clare // recenzja
Tak jak pierwsze trzy książki z serii były nawet w porządku, przy tej kompletnie straciłam nadzieję i od tamtej pory nie przeczytałam nic od Cassie i to się szybko nie zmieni. Jestem na nie, a po więcej odsyłam do recenzji.

Kuracja Samobójców Suzanne Young // recenzja
Pierwszy tom był bardzo dobry, drugi już niekoniecznie. Tak jak wyżej, więcej znajdziecie w mojej recenzji.

Szklany miecz Victoria Aveyard // recenzja
Jak wyżej :)



A o planach na 2017 już wkrótce!


Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).