Spotkanie z Colleen Hoover w Krakowie

Jako, że miałam okazję wziąć udział w spotkaniu z Colleen Hoover, dzisiaj zapraszam na krótką relację z tego wydarzenia.

Zmiana miejsca zamieszkania jak najbardziej ma swoje zalety, tym bardziej kiedy z małej miejscowości przenosisz się do miasta takiego jak Kraków. Jedną z owych zalet są zdecydowanie dużo szersze możliwości rozwijania swoich zainteresowań i duże eventy okołoksiążkowe, które dzieją się tu praktycznie na porządku dziennym. Były Międzynarodowe Targi Książki, ale poza nimi miłośnik książek dostaje mnóstwo okazji do spotkania swoich ulubionych autorów i zdobycia tego wymarzonego podpisu, który nadaje książce swojego rodzaju unikatową wartość. A mówię o tym wszystkim oczywiście ze względu na to, iż ostatnio miałam możliwość wziącia udziału w spotkaniu z samą Colleen Hoover. Nie będę ukrywać, że poszłam na nie głównie dlatego, że mieszkam w Krakowie, jestem na miejscu, więc szkoda byłoby przegapić takią okazję. 

Więc dzisiaj chcę podzielić się z Wami krótką relacją z czwartkowego spotkania z Colleen Hoover, które odbyło się w Centrum Handlowym Bonarka, nigdzie indziej jak w Krakowie właśnie.

Jakiś czas zajęło mi przemyślenie sprawy czy rzeczywiście chcę iść na to spotkanie. Taka już jestem - mało spontaniczna, zawsze muszę wszystko przeanalizować setki razy. No i w końcu zdecydowałam, że pójdę. Nie miałam nic do stracenia a Bonarka znajduje się rzut beretem od miejsca, gdzie obecnie sobie pomieszkuję. No to poszłam. I nie żałuję, bo bardzo przyjemnie spędziłam czas, a w dodatku spotkałam jedną z cenionych przeze mnie autorek.

Pierwszą rzeczą, która mnie zaskoczyła była duża frekwencja - nawet pół godziny przed rozpoczęciem czekało już mnóstwo ludzi. Drugą, że wśród publiczności byli także przedstawiciele płci brzydkiej. Nie zrozumcie mnie źle, ale jak dotąd żyłam w przekonaniu, że książki Hoover są skierowane przeważnie do pań i nawet mi przez myśl nie przyszło, że może po nie sięgnąć jakiś mężczyzna, a co dopiero pojawić się na spotkaniu autorskim. Wielki plus dla chłopaków za odwagę!

Na początku oczywiście były pytania dotyczące książek i bohaterów książkowych z powieści Hoover. Niestety nagłośnienie było dość marne i jedynym plusem tej sytuacji był fakt, że Coleen miała bardzo przygłośniony mikrofon, więc było ją bardzo dobrze słychać, czego nie można powiedzieć o pani prowadzącej wywiad (która nie umiała trzymać mikrofonu wystarczająco blisko ust) i translatorce, których nie było właściwie słychać. Żaden problem, w końcu po coś studiuję tą anglistykę. A potem wiadomo, rozpoczęło się podpisywanie i dzikie tłumy od razu ruszyły do kolejki. Jako, że mi się nie spieszyło zamiast bezsensownie stać i czekać, usiadłam i czytałam Frankensteina, jedną z lektur na zajęcia z literatury. Udało mi się jeszcze ruszyć na mały spacer po galerii w ramach 'rozprostowania nóg'. Do Colleen podeszłam więc jako jedna z ostatnich osób, kiedy zrobiło się już bardzo spokojnie i można było bez problemu zamienić  z nią kilka słów. Oczywiście miałam ze sobą książki do podpisania - niestety tylko dwie, moja ukochana Maybe Someday niestety została w domu, ponieważ zapomniałam jej zabrać ze sobą do Krakowa - więc podpisane zostały Hopeless i Ugly Love.

Muszę przyznać, że Colleen wywarła  na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie miałam pojęcia jak miłą i uroczą jest osobą. Mimo długich godzin spędzonych na podpisywaniu do każdego się uśmiechała i zagadywała, chociaż nie mogła mieć pewności, że każda osoba ją zrozumie i jej odpowie. Za każdym razem kiedy spotykam jakiegoś autora jestem zaskoczona nicią porozumienia między nim, a każdym jego czytelnikiem z osobna. Książki łączą nie tylko czytelnika z czytelnikiem, ale także czytelnika z autorem, co jest według mnie dość niesamowite.

I tak na do widzenia łapcie moje zdjęcie z Colleen Hoover, na którym nie patrzę w aparat, bo kiedy już zaczęłam mówić totalnie zapomniałam o zapozowaniu. Cała ja - nie mogę mieć normalnego zdjęcia z autorem, na każdym wyglądam co najmniej dziwnie.


Ktoś z Was brał też udział w którymś ze spotkań z Colleen w Polsce? Podzialcie się wrażeniami w komentarzach :)

4 komentarze:

  1. Ja też studiuję filologię angielską, więc problemu ze zrozumieniem Colleen nie miałam, ale te nagłośnienie to była porażka... Nie mówiąc o tym, że osoba która przeprowadzala z nią wywiad zadawala jak dla mnie zdecydowanie za długie pytania. I były mało ciekawe. I żałuję że tak jak Ty nie usiadłam i zaczekalam... bo stałam w kolejce ale zupełnie niepotrzebnie :/ i ta byłam jako jedna z ostatnich. Ale zdjęcie jest, autograf też :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również byłam na spotkaniu z autorką, ale w Warszawie. Oczywiście były dzikie tłumy, przez trzy godziny czekało się na podpis. Byłam zmęczona po pracy, więc poszłam na górę na kawę, wróciłam kiedy już kolejka się zmniejszyła, ale współlokatorka chciała jeszcze wyjść się przewietrzyć, a w kolejce stało z 30 osób jeszcze, to poszłyśmy. Kiedy po pięciu minutach wróciłyśmy- ochroniarz zamykał kolejkę mówiąc, że nikt już więcej do niej nie wejdzie. Nie słuchał głupich tłumaczeń, że przecież czekałam w tej galerii cztery godziny na to (bo włącznie z wywiadem). Kazał poprosić kogoś, kto złapał się do kolejki, żeby wziął moją książkę. Było mi bardzo smutno, bo strasznie zależało mi i na podpisie i na podejściu do autorki. W końcu ochroniarz, widząc, że tylko ja się nie dostałam z koleżanką, wpuścił nas. I całe szczęście, Colleen jest cudowną i ciepłą osóbką dla swoich fanów! :)


    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, ochroniarze na spotkaniu w Warszawie byli wyjątkowo niesympatyczni. Też ich objechałam w swojej relacji :P

      Usuń
  3. To na pewno było inspirujące spotkanie. Będziesz je wspominać do końca życia.

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).