Najgorsze książki przeczytane w 2015 roku


Ten post może okazać się kontrowersyjny, ale i tak mam zamiar go opublikować. Chcę wyrzucić z siebie cały hejt na złe książki, które chcąc-nie chcąc przeczytałam w 2015 roku. Mimo wszystko jest ich trochę, co mnie martwi. Cel na 2016 rok: czytać mniej kiepskich książek. Trzymajcie kciuki za powodzenie tego postanowienia.


I może nie bierzcie tej listy zbyt do siebie, co? To po prostu moje subiektywne wybory, więc jeżeli Wasza najulubieńsza książka na świecie się tu znalazła, to cóż, nie jest mi przykro, ponieważ mi się nie podobała. Sorry not sorry.

UWAGA! Mogę przypadkiem rzucić spoilerem czy dwoma, więc czytacie na własną odpowiedzialność.

Plan Patrycja Gryciuk / recenzja
Wiele osób rozpływa się nad tą książką, a dla mnie ta lektura była straszna. Początek niczym zdjęty z Anny i pocałunku w Paryżu, a potem mnóstwo strzelanek i seksu w różnych miejscach na świecie. Do tego główna bohaterka mając przystojnego studenta zainteresowanego jej osobą pod nosem leci na kasę jakiegoś podejrzanego typka o rosyjskim imieniu. Serio? W jakim świecie dzieją się takie rzeczy, że gruba ryba nagle zakochuje się na zabój w studentce? Chyba nie w naszym. I teraz nie wiem czy sięgać po kolejne powieści Gryciuk. Warto?

Tabula Rasa Kristen Lippert-Martin / recenzja
Ta powieść byłaby całkiem spoko, gdyby nie wątek miłosny, który ją kompletnie niszczy. I w sumie tyle mam do powiedzenia. 

Uwiązani Chad Kultgen / recenzja
Tej lektury nie mogę nazwać nawet rozczarowaniem. Dlaczego? Bo to dobra książka, po prostu nie byłyśmy sobie pisane. Tematy poruszane przez Kultgena są ważnei warto o nich rozmawiać, jednak jego powieść i bohaterowie chyba nie do końca do mnie trafili.

Amulet. Łowcy potworów Karolina Cielas / recenzja
Wiedziałam, że czytanie czegoś od Novae Res nie może skończyć się dobrze. Chciałam po prostu dać polskim autorom jeszcze jedną szansę i nieźle się na tym przejechałam. Fabuła to czysta kalka z Harry'ego Pottera, z tym, że o wiele bardziej pokręcona i z głupim trójkątem miłosnym. Trzy razy nie!

Lilith. Dziedzictwo Jo.E. Rach
Tutaj historia przedstawia się podobnia jak w przypadku pozycji powyżej. Zaufałam, zawiodłam się i na dodatek nieźle wkurzyłam. Główna bohaterka jest niesamowicie irytująca i uważa się za najlepsząlaskę na świecie, więc każdy facet automatycznie na nią leci, a w jej obecności automatycznie mu staje, co dziewczyna za każdym razem musi skomentować. I tak przez całą książkę. Nie wspominając o biednym trójkącie miłosnym i fabule, która kompletnie mnie nie porwała.

Kroniki Nicka. Nieskończoność Sherilyn Kenyon / recenzja
Kolejna książka od Gildii tym razem okazała się totalną klapą. Rzadko przychodzi mi pisać bardzo negatywne recenzje, ale tu niestety musiałam, bo inaczej się nie dało. Z trudem przebrnęłam przez tę książkę i od razu dziękuję pani Kenyon, mam dość jej prozy na całe życie. 

Czarodzieje Lev Grossman
Tą ksiązkę kupiłam w swoje 18 urodziny, więc automatycznie wiązałam z nią dość duże wymagania. Nawet nie byłaby taka zła, gdyby nie to, że Grossman pisze tak zawile - podejrzewam, że i on momentami gubił się w tym co się dzieje. Pierwsza część Czarodziejów jest w porządku, to w drugiej dopiero zaczyna się wszystko mieszać. Po lekturze byłam bardziej rozczarowana, niż zła, więc książka spokojnie stoi na moim regale.

Pod kloszem Meg Wolitzer / recenzja
W przypadku tej powieści spotykałam się z samymi super opiniami. I, w sumie, podczas czytania byłam nią w miarę usatysfakcjonowana. Ot, kolejna powieść o samobójstwie i cierpieniu nastolatków wymieszana z elementami magicznymi. Spoko, nawet bardzo spoko. Ale ludzie, dlaczego, do cholery, główna bohaterka okazała się taką totalną idiotką?! No serio? Trafiła do specjalnej szkoły dla osób niestabilnych psychicznie bo spławił ją chłopak. I cały czas wyrażała się o nich, jakby skończył z sobą. No totalna żenada. Czy nastolatki rzeczywiście zrobiły się teraz tak wrażliwe na wszystko? No dajcie spokój -,-

Grając w miłość Abbi Glines / recenzja
Jak możecie przeczytać w recenzji, słyszałam o tej autorce praktycznie same dobre rzeczy. Zachwyca się nią wiele zagranicznych vlogerek, więc byłam przekonana, że jej teksty są warte uwagi. Ha, otóż nie! Chyba w życiu nie przeczytałam równie głupiego romansu - wyłączając moje jedno jedyne podejście do prozy pani Lingas-Łoniewskiej. Nawet nie wiem jak to skomentować, po prostu trzy razy NIE.

Piękna katastrofa & Chodząca katastrofa Jamie McGuire
Bardzo przeciętne new adult z niezwykle niezdrowym związkiem. Ogrom stron, na któych oraktycznie nic się nie dzieje. W dodatku druga część, to praktycznie kalka z pierwszej, z tym, że wypowiada się facet. Nie czytajcie, nie marnujcie czasu. Jest dużo lepszych książek.

Talon & Buntownik Julie Kagawa / recenzja Talonu I recenzja Buntownika
Podobna historia do jednej z wcześniejszych. Za granicą każdy poleca, więc złapałam haczyk. I to w sumie dziwne, bo podobno Kagawa pisze świetnie, a to właśnie jej styl denerwował mnie najbardziej. No i kreacja głównej bohaterki, która inteligencją nie grzeszyła. W dodatku dialogi były bardzo napisane dość kiepsko i nierealistycznie. Pani Kagawa skutecznie zniechęciła mnie do sięgnięcia po więcej jej prac.

Nawet nie wiecie, jakie to wyzwalające uczucie nareszcie zrzucić z siebie tą całą frustrację. Dajcie znać czy mieliście to nieszczęście trafić na jakiś gniot w minionym roku ;)

16 komentarzy:

  1. Nie czytałam żadnej z wymienionych przez Ciebie, ale już od dawna trzymam się z daleka od Pięknej katastrofy. E tam, ja bardzo lubię takie posty i sama nie boję się publikować takowe albo negatywne recenzje. Wręcz przeciwnie, czuję się dobrze, że dałam gdzieś upust moim (złym) emocjom :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Negatywne recenzje pisze się szybciej, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Mi zdarzyło się jak narazie sporządzić takowych tylko kilka, ale za każdym razem reakcja była raczej pozytywna i czytelnicy dziękowali za niepolecajkę ;)

      Usuń
  2. Czytałam tylko "Pod kloszem" i również uważam, że to słaba książka. Co do reszty (oprócz Grając w miłość) - pewnie nie zamierzam ich przeczytać, ani w najbliższym czasie, ani w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadnego tytułu z Twojej listy nie czytałam. U mnie w 2015 sporo było książek słabych i przeciętnych, niestety. W tym roku postanowiłam lepiej sobie dobierać lektury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się Kagawa w miarę podobała akurat, drugi tom trochę mi się dłużył.
    McGuire bym wszystkim poleciła, bo osobiście uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, ja na pewno po żadną z powyższych nie sięgnę :) ledwo kilka tytułów słyszałam wcześniej, ale staram się w ogóle ze wszystkich sił zarzucić młodzieżówki. Czasem się to nie udaje, bo łatwo sie je czyta i sa tak odstresowujące... Ale próbuję dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do "katastrof" to zgadzam się z Tobą. Obie części są naprawdę bardzo słabiutkie i bardzo schematyczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? To taki przykład kiepskiego new adult, które mam zamiar teraz unikać :p

      Usuń
  7. Jaka wielka ulga, że nie czytałam nic z powyższych pozycji:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Grając w miłość przeczytałam, dziekuje za nią. Mam podobne zdanie co Ty. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na szczęście spotkałam tylko Katastrofy Jamie McGuire i o ile pierwsza zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, to druga też znalazłaby się w mało zaszczytnej 10, gdybym taki ranking sporządzała. Dziękuję też za dane do przemyśleń

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba mam szczęście, żadnej nie czytałam. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Z książek przez Ciebie wymienionych czytałam "Piękną katastrofę", która faktycznie była bardzo słaba, a główni bohaterzy doprowadzali mnie do szału. Miałam okazję przeczytać również "Talon", który według mnie nie był zły, ale trochę się zawiodłam - właśnie tą wspomnianą przez Ciebie głupotą głównej bohaterki.
    Reszty nie czytałam i może to lepiej ;)
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło słyszeć, że ktoś myśli podobnie o tych książkach ;)

      Usuń
  12. Z tych tytułów nie znam ani jednego... może to i dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uff. To dobrze, że tej Grossmana jednak nie kupiłam

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).