Ametysta - Viktoria Armstrong



Autor: Viktoria Armstrong
Seria: 7 wymiar
Wydawnictwo: Sowa sp.z o.o.
Data wydania: 03.03.2014
Liczba stron: 216

Na świecie istnieje wiele równorzędnych wymiarów. Znamy siedem z nich. Współistnieją ze sobą, jednak  nie przenikają się. Siły zła równoważą siły dobra. Nie istnieją tu wojny, a jedynie drobne spory pomiędzy dwoma wiodącymi królestwami. Czy w obliczu zagrożenia, władcy będą potrafili zawrzeć porozumienie? Nie wiadomo. Ametysta ma jednak nadzieję, że uda jej się przyczynić do powstrzymania rosnącej siły mroku.

Pierwszy tom serii poświęcony jest głównie magini o imieniu Ametysta. Młoda dziewczyna uczy się kontrolować nad swoimi mocami w gildii magów i mimo swego wieku właśnie została wcielona do rady decydującej o losach krainy, w której mieszkają, tj. Kotaliny. Sytuacja nie jest za ciekawa. Najpierw znikają wszystkie smoki, a teraz dzień staje się coraz krótszy na rzecz obezwładniającej nocy. Jest to szkodliwe dla mieszkańców Kotaliny, jak i innych pobliskich wymiarów. Wszyscy oskarżają króla podziemi - Arymana, jednak czy to naprawdę jego sprawka?

Ametysta to pierwszy tom serii 7 wymiar autorstwa Viktorii Armstrong. Jest to debiut autorki na rynku wydawniczym, według mnie wyjątkowo udany. Chyba pierwszy raz miałam do czynienia z tak dobrze wykreowaną przestrzenią fantastyczną w polskiej książce, co muszę przyznać, nieźle mnie zaskoczyło. Bo w Ametyście mamy nie tylko magię i magów, ale także inne supernaturalne istoty jak wampiry, wilkołaki czy demony i żadne z nich nie podąża za stereotypami wyznaczonymi przez ogromnej skali powieści o podobnej tematyce. 

Viktoria Armstrong wizualizuje nam jej sposób postrzegania stworzeń świata paranormalnego. Wprowadza swoje ulepszenia w ich naturę jednocześnie dodając im unikalności. Jej wampiry nie boją się słońca, wilkołaki nie są kontrolowane przez moc księżyca, a magowie nie noszą ze sobą różdżek. Także kreacja świata jest warta pochwały. Siedem równoległych płaszczyzn, każda z nich inna i w niczym nie przypominająca jednej z pozostałych.

I wreszcie ogólnie świat przedstawiony i rządzące nim prawa. Czytelnik cały czas uczy się czegoś nowego i dołącza kolejny element układanki do swoich niekończących się puzzli, poznając w ten sposób całkiem nową krainę i nowe postacie. Na początku nie jest to łatwe, ale po wczytaniu się wszystko zaczyna nabierać kształtu.

Mimo, iż tom ten skupia się przede wszystkim na Ametyście posiada także rozdziały, gdzie narracja prowadzona jest z perspektywy jednego z bohaterów pobocznych jak np. król Vik, Brenda czy Max. Taki zabieg pozwala czytelnikowi lepiej wgryźć się w akcję. Mamy szersze spojrzenie na to co dzieje się w powieści i możemy przewidywać jakie będą tego skutki. I rzeczywiście, niektóre aspekty były odrobinę zbyt przewidywalne, jednak nie zaważyło to na moim komforcie czytania.

Bohaterowie to nie postacie czysto szablonowe, a osoby z duszami, z przeszłością i planami na przyszłość. Wdarła się tu kropelka psychologii, którą autorka mogła odrobinę rozwinąć, czego jednak nie zrobiła. Nie mam nic do zarzucenia natomiast relacjom jakie zachodzą pomiędzy bohaterami, bo ten aspekt powieści bardzo dobrze zgrywał się z całą resztą i nadawał akcji tempa.

Bardzo podobał mi się sposób kreacji przestrzeni w powieści. Tyle różnych miejsc i postaci wymagało małej gimnastyki umysłowej, jednak nie było to coś negatywnego. Samą przestrzeń mogłam sobie bardzo dobrze wyobrazić i podążałam krok w krok za bohaterami.

Czego nie mogę powiedzieć o powieści, to to, że nie jest szablonowa, bo szablonowa niestety troszeczkę jest. Wprowadzenie, pojawienie się czarnego charakteru zawiązanie akcji i bohaterskie poświęcenie się głównej postaci. Można było łatwo domyślić się jak to wszystko się skończy. Wszystko pomiędzy było jednak bardzo ciekawe i jak już wspomniałam wcześniej, dość nietypowe.

Ametysta to według mnie bardzo dobra książka otwierająca serię. Nie zraża do siebie czytelnika, a wręcz zachęca by dowiedzieć się więcej i sięgnąć po kolejne tomy. I z czystym sumieniem mogę polecić Wam tą powieść, byście mogli przekonać się na własnej skórze, że polska lekka fantastyka zmierza w dobrym kierunku. No i spójrzcie na tą magnetyzującą okładkę!

Ocena: 7/10

Za książkę dziękuję autorce, Viktorii Armstrong!

4 komentarze:

  1. Nie słyszałem wcześniej o tej książce, więc tym bardziej podsyciłaś moją ciekawość. Postaram się zapoznać z tą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie słyszałam nigdy o tej autorce, fabuła wydaje się całkiem ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Musiałabym zdobyć tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W życiu bym nie zgadała, że ten tytuł to imię bohaterki :D
    Widziałam okładkę tę książki, coś tam o niej czytałam, ale to było raczej mgliste pojęcie. Tak czy inaczej nie sądzę, żebym zechciała kupić tę książkę, chociaż jakbym ją zobaczyła w bibliotece to będę mieć na uwadze Twoją opinię :)

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).