Zakład o miłość - Agnieszka Lingas-Łoniewska


Źródło: Google
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo:  Novae Res
Data wydania: 11.2011
Liczba stron: 246


Co się stanie, kiedy niewinny zakład przerodzi się w coś więcej? Sylwia to dziewczyna z dobrego domu z tradycjami. Już tylko kilkanaście dni dzieli ją od spełnienia aspiracji rodziców, czyli ślubu z niejakim Marcelem. Jest spokojna i uporządkowana. Jednak daje się wyciągnąć na wieczór panieński do klubu. I tam poznaje Aleksa, który hipnotyzuje ją od pierwszego spojrzenia. Chłopak założył się z bogatymi kumplami, że uda mu się zapobiec ślubowi dziewczyny, rozkochując ja w sobie do szaleństwa. Nie jest świadomy tego, co może się mu przytrafić po drodze...


Dobra, więc bez owijania w bawełnę, czytanie tej książki było dla mnie istną drogą przez mękę. Prawdopodobnie nigdy nawet bym po nią nie sięgnęła, gdyby nie dobra opinia moich koleżanek z klasy, które wręcz rozpływały się nad tą powieścią. Zaufałam im w tej kwestii i przekonałam się o tym jak bardzo różnią się nasze upodobania czytelnicze. Muszę przyznać, że kiedy jedna z nich streszczała mi fabułę, książka wydała mi się ciekawa i zapowiadała się całkiem nieźle. Jednak po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze, jak autorka może zepsuć tak dobry konspekt na powieść.

Tak naprawdę, to w książce nie dzieje się zbyt wiele. Głównym wątkiem jest romans Sylwii z Aleksem, reszta sprowadzona została do wątków pobocznych. Bohaterowie cały czas myślą o sobie, spotykają się i rozmawiają używając rozbudowanych sformułowań, które, przyznajmy się, nigdy nie wyszły by z ust ludzi w realnym świecie. Dialogi są za bardzo poetyzowane, tak jak cała historia, która miała być romantyczna i zarówno dramatyczna, gdyż główni bohaterowie sami wymyslają sobie powody do robienia dramy. I czy możemy jeszcze na chwilę zatrzymać się przy tym jak bardzo nieprawdopodobna jest ta historia? Dwójka ludzi spotyka się w klubie: ona ma zaraz wychodzić za mąż, on jest amantem, wiecznym singlem, który nie ma ochoty na stałe związki. I wychodzi na to, że laska od razu zakochuje się na zabój w zupełnie obcym facecie, i postanawia zerwać zaręczyny. Po zaledwie kilku dniach znajomości jedzie z nim na wycieczkę na drugi koniec kraju, ponieważ dlaczego nie? Koleś mógłby być mordercą, ale jej to zupełnie nie przeszkadza, bo powiedział jej kilka słodkich słówek i to świadczy o tym, że jest w porządku. W ciągu miesiąca schodzą się i rozchodzą kilka razy, by ostatecznie się rozstać i nie odzywać się do siebie, bo przecież takie zachowanie jest totalnie w porządku.

Sami bohaterowie takze pozostawiają wiele do życzenia. O tyle, o ile zachowanie Sylwii mogę zrozumieć, choć momentami za bardzo dramatyzuje, to Aleksa już wcale. Chłopak przedstawiany jest jako typowy bad boy, a jego życie emocjonalne i wewnętrzne walki jakie stacza sam ze sobą nie dorównały by samemu Romeo. I ten jego irracjonalny konflikt z matką. Na Boga, przecież jest dorosłym mężczyzną, a nie dzieckiem, które ma fochy i trzyma urazę za błędy przeszłości.

Styl pani Agnieszki pozostawia wiele do życzenia. W tym przypadku narracja pierwszoosobowa była koszmarem, tak jak zastosowanie dwóch perspektyw. Wszystko byłoby może odrobinę mniej tragiczne, gdyby narracja byla prowadzona w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Czyta się to łatwo, wiele spraw jest zbyt podkoloryzowanych, a całość jak dla mnie jest zbyt ckliwa i kompletnie nie ciekawa. Historia nie wciągnęła mnie w ogóle, a z każdą stroną chciałam coraz bardziej mieć już tę książke za sobą. No i te dramatyczne dialogi! Nie rozumiem jak można wkładać w usta bohaterów tak oklepane frazesy. Zdecydowanie zbyt wiele tekstu poświęcone było na przeżycia wewnętrzne bohaterów, które były nierealnie wręcz emocjonalne (może i realnie , ale sposób opisu tych przeżyć był według mnie okropny). Przepraszam, ale jakos nie czuję wspaniałości tej książki. Przeczytałam ją tylko dlatego, że nie lubię zostawiać nie zamkniętych historii, nawet jeśli są bardzo, ale to bardzo kiepskie.

Żeby to jakoś podsumować zacytuję moją koleżankę, która też czytała Zakład o miłość: ,,Trzeba po prostu lubić czytać takie rzeczy''. I ja się absolutnie z tym zgadzam. Według mnie ta książka jest skierowana przede wszystkim dla kobiet, którym nie układa się życie miłosne, dla tak zwanych desperatek. Po prostu nie rozumiem jak taka rzecz może się podobać. Przepraszam za przejawy sarkazmu i ironii, które pojawily się w tekście powyżej. Jestem trochę zdenerwowana na tą powieść, bo strasznie mnie rozczarowała. Osobiście nie polecam, ale jesli chcecie to siegnijcie ;)

Ocena: 2/10

5 komentarzy:

  1. Ojeju, ostro zjechałaś widzę :o Ale cenię osoby, które nie boją się powiedzieć, co myślą :)
    Na Twoim przykładzie doskonale widać, że to co jednym się podoba, innym wcale nie musi i każdy ma swój własny gust, nawet czytelniczy.
    Książka sama w sobie nie jest w moim typie, a już przy tylu minusach wymienionych przez Ciebie, tym bardziej stwierdzam, że byłaby to tylko i wyłącznie strata czasu. Szkoda.

    http://wiecznie-zaczytana-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, bo mogłoby to byc cos fajnego.

      Usuń
  2. Właśnie dlatego ja po takie historie sięgam niechętnie, ja nie wiem co kobiety widzą w takich historiach, oczywiście nikogo nie obrażając.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio czytałam "Szukaj mnie wśród lawendy" tej autorki i mam w planach inne. Ta książka wydaje się interesująca ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja się z Twoją recenzją kompletnie nie zgodzę, bo nie jestem desperatką, a powieść wydała mi się całkowicie w porządku. Polecam także inne jej książki, są naprawdę dobre. Mam u siebie recenzję dwóch jej utworów, jak narazie.

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).