Goniąc cienie - Marta Bilewicz





Autor: Marta Bilewicz
Wydawnictwo:  Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2014
Liczba stron: 326


Świat jest pełen zbiegów okoliczności.

Zbiegi okoliczności to nie coś, z czym mamy do czynienia na codzień. Zdarzają się dość rzadko, ale zaskoczenie towarzyszące ich odkryciu jest zawsze nie małe. Tym bardziej, kiedy okazuje się, że dwie osoby, które spotkały się całkiem przypadkowo w nie najszczęśliwszych okolicznościach, łączy przeszłość i teraźniejszość ukrywająca się pod innymi imionami.

Luck nie miał łatwego życia. Wychowała go ulica, ale mimo to wyszedł na ludzi. Po pełnej sukcesów karierze policjanta, a następnie agenta FBI, (przerwanej przez incydent wywołany porywczością  bohatera), założył razem z przyjaciółmi Laurą i Tomem biuro detektywistyczne o nazwie Falcon.  Kiedy on i Tom są na tropie złodzieja klejnotów Greena,  Laura przeprowadza swoje własne śledztwo mające na celu ustalić gdzie znajduje się drugi, zaginiony przed laty egzemplarz obrazu Wenus z Urbino Tycjana. Ich drogi się niepostrzeżenie krzyżują się pod budynkiem lombardu w Crystal City, gdzie wszystko się zaczyna. Tom zostaje postrzelony, a z pomocą przychodzi tajemnicza Chelsea, która udziela jemu i Luke'owi schronienia. Jednak co ukrywa dziewczyna? Czy Lucky'emu i jego przyjaciołom uda się doprowadzić swoje śledztwo do końca? 

Nie będę ukrywać, że po przeczytaniu opisu tej powieści miałam ogromną ochotę ją przeczytać. Teraz kiedy jestem już po jej lekturze mam dość mieszane uczucia. Początkowe rozdziały zachwyciły mnie i zaczarowały. Książka wciąga od pierwszych stron. Wszystko wskazywało na to, że mam przed sobą bardzo dobrze napisaną powieść. I tak rzeczywiście było! Jednak momentami miałam wrażenie, jakby kolejne zdarzenia opisywał kto inny niż te wcześniejsze. Szczególnie kiedy akcja przyspieszała np. podczas pościgu. Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć, bo nie chcę być źle zrozumiana, ale niektórym po prostu opisom czegoś brakowało.


Przechodząc do fabuły, a konkretnie do wymiaru kryminalnego całej powieści. Bardzo przypadło mi do gustu to, że Lucky był detektywem. Mam słabość do detektywów, lubię ich i tyle. Zastanowiła mnie jednak jego przeszłość, bo odrobinę dziwna wydała mi się sytuacja kiedy mężczyzna z kryminalnym 'zapleczem' dostaje pracę najpierw w policji, a później w FBI. Ale nie zagłębiam się w to, bo szczerze mówiąc nie wiem jak to się robi w Stanach. Wracając do tematu, cała intryga uknuta przez autorkę jest sama w sobie ciekawa. Wszystkie te powiązania i totalne zagmatwanie z nazwiskami, kiedy okazywało się, że główny bohater ma więcej wspólnego z Chelsea niż mu się wcześniej wydawało. Książkę można porównać do układanki, w której z każdą przeczytaną stroną wskakuje na odpowiednie miejsce jeden element.

Przyczepić się mogę tak naprawdę do dwóch rzeczy. Pierwsza z nich to bohaterowie, którzy są mało zróżnicowani. Dwóch facetów-twardzieli, w tym jeden szalenie przystojny, nie chcący się wiązać na stałe lowelas i drugi, pod względem fizycznym też niczego sobie, wierny tej jedynej. I dwie atrakcyjne kobiety, nie wahające się ryzykować życia i zdrowia, głównie dla swoich mężczyzn. Druga rzecz to brak wyraźnego punktu kulminacyjnego (a może go przeoczyłam?). Cała akcja płynie, raz wolniej raz szybciej, ale zabrakło mi prawdziwego wybuchu.

Niezbyt przypadł mi do gustu wątek miłości pomiędzy Lucky'm i Chelsea. Rozumiem fizyczne przyciąganie, pożądanie wynikające z ludzkiej seksualności, ale nie bardzo rozumiem jak wieczny wolny strzelec ot tak stwierdził, że to ta jedyna i zakochał się z wzajemnością, jak się okazuje. No nie wiem, może po prostu nie ogarniam miłości.


Z pewnością nie była to dla mnie powieść, którą czyta się jednym tchem. W miarę czytania potęgowało we mnie wrażenie, że wszystko skończy się jednym wielkim happy end'em i się nie pomyliłam. Niemniej jednak książkę Goniąc cienie czytało mi się bardzo przyjemnie i mogę polecić ją fanom nietypowych romansów, lub pełnych akcji powieści sensacyjnych.

Ocena: 6/10 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce, pani Marcie Bilewicz.

3 komentarze:

  1. Zarys fabuły bardzo dla mnie ciekawy, lubię tego typu książki. Trochę zniechęca mnie Twoja opinia, że po pierwszych rozdziałach czar pryska, bo nie lubię tego uczucia lekkiego rozczarowania. Mimo wszystko gdybym miała okazję, chętnie bym przeczytała. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na nią ochotę, więc będę musiała jej poszukać, jako fanka polskiej literatury nie mogę jej ominąć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też nie spodobał się ten wątek romantyczny, ale poza tym kryminał świetny ;)

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).