Multiply


Pisanie dzisiejszej notki to dla mnie czysta przyjemność. Nie od dziś bowiem jestem wierną fanką muzyki tego brytyjskiego artysty i nie raz pomogła mi ona wyjść z dołka. Jednym słowem jest po prostu inspirująca, tak jak sam twórca i jego historia, która udowadnia, że jeśli chce się bardzo coś osiągnąć i dąży do tego za wszelką cenę, to tak czy inaczej wyczekiwany sukces wkrótce nadejdzie.


Mowa oczywiście o panu Edwardzie Sheeranie, przesympatycznym rudzielcu z Halifax w Anglii o iście anielskim głosie. Rozpoznać go można po tym, że nie rozstaje się z gitarą, a każdej ze swoich gitar nadaje imię. Wiele lat nagrywał kompozycje na własną rękę i sprzedawał je na londyńskich ulicach. Dopiero w 2011 roku, po ukazaniu się jego ósmej EP-ki zdobył szerszy rozgłos, co doprowadziło do podpisania kontraktu z wytwórnią Atlantic Records, z którą jest związany do dziś. Po ogromnym globalnym sukcesie pierwszego albumu zatytułowanego ,,+(Plus)'', i prawie trzech latach przerwy nadszedł czas na drugą płytę od Sheerana. Tym razem jest to ,,X'' co wymawiać należy jako Multiply. Trzeba przyznać, że i w kwestii tytułów Ed jest dość oryginalny.






Album Multiply swoją światową promierę miał 23 czerwca br. Nie mogłam się powstrzymać i od razu kupiłam wszystkie utwory z wersji deluxe przez mój panel na iTunes. I nie żałuję ani złotówki przeznaczonej na ten cel, bo muzyka, z którą przyszło mi się zmierzyć zaspokoiła moje wszelkie oczekiwania. Płyta zachwyca od pierwszej do ostatniej kompozycji, zawiera wiele poważnych i refleksyjnych utworów, jak i tych weselszych. Największym plusem, zarówno u Sheerana jak i u każdego innego zespołu czy wokalisty jest samodzielne pisanie tekstów i komponowanie muzyki. Poszperałam, żeby sprawdzić moją teorie, i tak jak się spodziewałam Ed brał udział w pisaniu każdej piosenki na swój album, niektóre napisał sam, inne z pomocą kolegów z branży. To świetna gwarancja tego, że artysta przekazuje siebie, swoje  autentyczne przeżycia i doświadczenia z każdym wyśpiewanym czy wyrapowanym słowem. 

Przechodząc do konkretnych utworów. Na prawdę nie lubię typować, ale jeśli miałabym wybrać ulubione, byłoby to zdecydowanie Thinking Out Loud,  Afire Love i Mess. Te trzy piosenki najbardziej do mnie trafiają, biorąc pod uwagę zarówno tekst jak i muzykę. Zawsze jak słucham tej pierwszej nie mogę się nie uśmiechnąć, jast taka pozytywna i pokrzepiająca! Bardzo miłą odmianą dla Sheerana jest Sing, stworzone we współpracy z Pherrellem. Mogłoby się wydawać, że ci dwaj panowie obracają się w całkiem innej stylistyce, a tu proszę, takie miłe zaskoczenie, i świetny owoc współpracy. Jako, że Ed sam napisał, lub współtworzył teksty, możemy znaleźć także odniesienia do jego związków, które się nie udały. W Don't ponoć zawarta jest burzliwa historia relacji z Ellie Goulding, a w Nina,co tym razem jest pewne, brytyjczyk śpiewa o nieudanym związku z Niną Nesbit. Nie jestem pewna, czy piosenka to dobry sposób na poradzenie sobie z rozstaniem (co jest bardzo w stylu Taylor Swift), ale skoro sam Ed uważał, że może się podzielić tym z światem, to nie mam nic przeciwko.



Jak dla mnie Ed jest niewątpliwym królem brytyjskiego rynku muzycznego, jeśli chodzi o muzykę pop. Warto posłuchać choćby jednego utworu, dowiedzieć się co ma do powiedzenia i jak to przekazuje odbiorcy. Każdy znajdzie coś dla siebie, wybierając spośród kompozycji na płycie Multiply.

2 komentarze:

  1. Lubię jego piosenki, ale jakąś ogromną fanką nie jestem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o Edzie. Lubię jego piosenki, ale nie aż tak bardzo, dlatego prawie nic o nim nie wiem. Nawet nie skojarzyłam, że Ed jest od Edwarta. Widzę, że warto było przeczytać ten post ;) Tak naprawdę większą uwagę zwróciałam na niego, gdy usłyszałam piosenkę I see fire. Jestem wielką fanką Hobbita i to on pozwolił mi poznać Eda :)
    Pozdrawiam ;)
    lustrzananadzieja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Skoro już do mnie trafiłeś, Drogi Czytelniku, proszę zostaw po sobie ślad. Powiedz, czy Ci się podobało to co napisałam, czy też nie. Ja naprawdę nie gryzę :)
Uwierz, że każdy komentarz to dla mnie powód do uśmiechu i motywacja do dalszego pisania!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Zaczytana Blondynka są moją własnością i nie zgadzam się na ich kopiowanie bez mojej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).